Dwa miesiące.. Dwa miesiące, jak moja córeczka nie żyje. Dwa miesiące odkąd nie słyszę jej radosnego śmiechu. Dwa miesiące odkąd jej pokój stoi pusty, łóżko nie zaścielone. Dwa miesiące podczas których nie byłem sobą. Ciągle zastanawiam się co by było gdyby. Gdyby nie poszła tego dnia do szkoły. Gdyby zachorowała. Gdyby zaspała. Cały czas słyszę jej ciało opadające swobodnie na ulicę. Zderzające się z błotnikiem. Nie jestem w stanie. Gdybym wiedział, ze szybki całus i przytulenie będzie naszym ostatnim pożegnaniem....
Jej małe siedmioletnie ciałko złożone w hebanowej trumience. [Twoje Imię] ledwo stojąca na nogach. Słowa Księdza o życiu wiecznym. Małe aniołki i wiązanki z napisem ,,Ostatnie Pożegnanie" i ,,Śpij dobrze mała Jesy” są jak pojedyncze sztylety wbijające się w moje serce.
Mówi się, ze śmierć dziecka przeżywa bardziej matka. W naszym przypadku było po równo.
Od początku Jesy była moim oczkiem w głowie. Urodziła się w lato, więc kupowaliśmy jej same falbaniaste sukieneczki z kokardkami. Była słodka. I nawet wstawanie w środku nocy aby ją utulić do snu stawało się przyjemne.
Wspólne wakacje. Mała Jesy stawiające pierwsze kroki w letniej sukience. Co rok na torcie pojawiała się większa liczba. Mnóstwo albumów zapełnionych jej zdjęciami. Powiększająca się kolekcja lalek i pluszaków. Coraz dłuższe włoski, które mama zaczesywała w dwa wesołe kucyki. Byłem z niej taki dumny. Cieszyłem się do łez kiedy powiedziała słowo ,,Tata”. Nagrałem ją, gdy stawiała pierwsze kroki. Trzymałem ją za rączkę, gdy zmierzała przestraszona pierwszy raz do przedszkola. Starałem się w miarę często zawozić i odbierać ze szkoły. Spełniałem jej zachcianki. Zabierałem ją na lody, kupowałem prezenty na gwiazdkę, obdarowywałem ją upominkami. Kiedy poprosiła mnie abym zabrał ją na bal przebierańców wziąłem wolne i kupiłem jej wymarzoną sukienkę Kopciuszka. Kiedy wchodziliśmy do szkoły trzymając się za ręce zapytała:
- Tato, a zostaniesz moim księciem? – spojrzałem na nią z uśmiechem i odparłem.
- Oczywiście skarbie. Ale na pewno chcesz mieć takiego starego księcia? – usłyszałem jej dziecinny śmiech. Odparła:
- Tato! Ty wcale nie jesteś stary. Jesteś bardzo przystojny.
Była taka radosna. Wprowadzała światło do naszego nudnego życia.
Nie zasłużyła na śmierć, nie ona. Tego się nie da wybaczyć.
Ten moment, w którym spojrzałem na jej bezwładne, martwe ciało…
Żaden rodzic nie powinien oglądać swojego dziecka w takim stanie.
[T.I] się załamała. Dniami przesiadywała w fotelu Jesy. Ściskała jej ulubioną przytulankę.
Jednak to aj przeżyłem to bardziej.
Wszyscy twierdzą, ze ja jakoś sobie radzę. Nie radzę sobie i wie o tym najlepiej Bóg i [T.I].
To ona budzi się w nocy aby utulić mnie i otrzeć moje łzy.
To ona uspokaja mnie, gdy cały sie trzęsę z rozpaczy.
To ona prowadziła, gdy wracaliśmy z oględzin zwłok.
To ona ją ubierała na pogrzeb.
To ona zbierała kartki z miejsca wypadku.
To ona stanęła twarzą w twarz z jej zabójcą.
Gdybym ja go zobaczył, zabiłbym go.
Pozbawiłbym go życia tak jak on pozbawił go Jesy.
Wiem, ze jestem miękki.
Nie potrafię być twardy.
Nie potrafię stanąć na nogi.
Bo ją kochałem.
Bo ją stworzyłem.
Była moim skarbem i dziełem.
Oddałbym a nią wszystko.
Chciałbym leżeć w tym zimnym grobie zamiast niej.
Chciałbym jeszcze raz usłyszeć jej śmiech, głos.
Poczuć jej małe rączki, kiedy przykładała je do mojego policzka.
Utulić ją do snu.
Podać jej śniadanie.
To niesprawiedliwe! Niesprawiedliwe jest to, ze facet, który ją zabił jechał pod wpływem.
Niesprawiedliwe jest to, ze dostał tylko 25 lat.
Bo po tych dwudziestu pięciu latach on wyjdzie na wolność i dalej będzie pił.
Dalej będzie prowadził.
Dalej będzie zabijał. Nie odezwie się w nim sumienie,
Ze zabił czyjeś dziecko.
Nigdy nie skręci w uliczkę, na której stoi krzyż.
Krzyż, który on postawił.
Bo zawsze już moja pamięć
Będzie powracać do tego pokoju.
Ujrzę zdjęcie i w głowie od razu wywołam jej obraz.
Uśmiechniętej buźki i wesołych oczek.
Piszę ten list, aby ktoś go kiedyś przeczytał.
I zrozumiał moje cierpienie.
Na tym się kończy.
Opisałem wystarczająco dużo.
Łzy zamazują widoczność.
Papier jest mokry.
Litery rozmazują.
Jeśli to czytasz.
Wiedz, ze nie wybaczę.
Nie umiem wybaczyć.
Po prostu nie potrafię.
Ty też pewnie masz dzieci.
A jak nie, to kiedyś będziesz je miał.
Zrozumiesz mój ból.
Zrozumiesz jak to jest żyć bez największego skarbu na ziemi.
Bez radości życia.
Bez nadziei na lepsze dni.
Bez dziecka…
.
"Słowa nie oddają tego, ile waży strata. Kocham Cię najmocniej, zaraz wracam."
"Słowa nie oddają tego, ile waży strata. Kocham Cię najmocniej, zaraz wracam."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz