Blog: Imaginy o 1D
Szpital. To tutaj trafiłam po ostatniej akcji próby zabicia gangu grasującego na terenie Londynu. Razem z grupą moich przyjaciół ruszyliśmy na nich dwa dni temu. Wyposażeni w pistolety, noże, a ja dodatkowo w łuk ruszyliśmy do ataku. Ludzie zostali pozbierani do bezpiecznych miejsc. Zaatakowaliśmy nagle. Nie byli gotowi. Razem z moim przyjacielem Marvel’em wskoczyliśmy na dach. Wzięłam pierwszą strzałem i wystrzeliłam ją w kierunku Misia. Takie przezwisko ma prawa ręka szefa gangu Mix’a. Trafiłam w udo. Upadł na ziemię a reszta spojrzała w naszą stronę. Na szczęście zdążyliśmy położyć się na dachu magazynku na którym się znajdujemy. Dwóch z nich rzuciło się na pomoc koledze, ale Marvel nie chybił. Pocisk z pistoletu przeszedł przez serce-pierwszy zgon dzisiaj. Znów spojrzenie na nas. Zaczęli iść dalej. Wiedziałam, że nie zostaną nam dłużni. Po chwili słyszę kolejny strzał, który dopada kolejnego gangstera. Mix nie wytrzymał zaczął strzelać na oślep, zabijając tym dwóch młodych chłopaków ze swojej ekipy. Cicho wyciągnęłam drugą strzałę i wycelowałam do niego. Chybiłam. Cholera!
-[T.I] myślisz, że daruję ci życie? Mylisz się. Wyjdź z ukrycia! Dawaj na solo!
-[T.I] spokojnie on chce cię sprowokować. Nie daj się mu. –uspokaja mnie Marvel.
-Boisz się! A co zrobisz jak powiem ci gdzie jest ten twój Liam?! Co mu teraz robią moi ludzie?!
Tego już nie wytrzymałam. Mi mogą robić wszystko. Mogą mnie nawet zabić, ale Liam’a mają nie tykać. Z łukiem przygotowanym do strzału zeskoczyłam z dachu. Wymierzyłam prosto w Mix’a.
-Gdzie Liam?
-Nie daleko stąd.
-Pytam po raz drugi i ostatni gdzie Liam?!-opuściłam łuk i wyciągnęłam pistolet. –Odpowiedz!
Mix powoli zbliżał się do mnie. W gotowości do strzału czekałam aż podejdzie bliżej ,jednak z każdą sekundą uświadamiałam sobie, że jestem w kropce. Gdyby był przy mnie zestrzeliłabym go, ale wtedy jego ludzie zabiliby mnie. Szanse na odbicie Liam’a zmniejszyłyby się do zera.
-W starym magazynku. W każdej chwili bomba która jest w środku może wybuchnąć, a on razem z nią. Chcesz mieć go w całości czy w strzępach?- między nami zapanowała cisza. Dobrze znał moją odpowiedź-No właśnie.Za pomocą tego guzika wysadzę go w powietrze, więc lepiej się zachow…
Nie dokończył, ponieważ kula z mojego pistoletu przeszyła mu serce. Tak jak się spodziewałam . Jego ludzie zaczęli do mnie strzelać, ale ja nie byłam sama. Miałam też swoich sprzymierzeńców. I tak zabiliśmy połowę gangu Mix’a. Jednak reszta jeszcze żyje , a jeden z nich trzyma guzik. Razem z Marvel’em pobiegliśmy do magazynku .
-Liam!- był nie przytomny. Szybko rozwiązałam sznury którymi był przywiązany do krzesła. Zauważyłam rany na policzku, plecach, rekach i nogach. Podniosłam go, a Marvel go odebrał po czym wybiegliśmy na ulice. Zauważyłam, że palec tego chłopaka dotyka guzika. To były sekundy. Marvel rzucił mnie i Liam’a na ziemię, a sam starał ochronić nas swoim ciałem…
Teraz leżę w szpitalu. Po lewej stronie mojego łóżka widzę Liam’a który odzyskał przytomność. Ma otwarte oczy, które nie spokojnie wpatrują się w sufit. Do Sali wchodzi lekarz.
-Dzień dobry. Jak się macie? Wszystko dobrze?- Liam kiwną tylko głową.
-Ze mną wszystko w porządku. Co z nim?
-Jego stan jest dobry. Jest w szoku. Ma zwichniętą kostkę i ramię. Wyjdzie z tego.
-A ja?
-Z tobą jest wszystko dobrze z wyjątkiem złamanej nogi i stłuczonych żeber. Za parę dni możecie opuścić szpital.
-Proszę pana. A co… A co z Marvel’em? Gdzie on jest?
- Panno [T.N] pan Marvel… On nie żyje. Uderzenie było zbyt mocne. Uratował wam życie.
-Czy naprawdę nie dało się go ratować?!
-Gdyby była taka możliwość pewnie by tu był. A tera muszę zrobić pani badania.
-Nie. Proszę stąd wyjść. Chcę zostać sama.
-Ale…
-Wyjść!- Zrezygnowany lekarz wyszedł z Sali. Zostałam sama. Może nie dosłownie bo jest tutaj Liam, ale z nim nie pogadam. Marvel. Mój przyjaciel. Znaliśmy się od dziecka. Zawsze mnie bronił, ale nigdy nie zapłacił za to życiem. Aż do teraz. Muszę stąd uciec. Oni muszą za to zapłacić. Zapłacić za śmierć mojego przyjaciela. Na krześle zauważam mój strój. Widzę, że moja broń została. Drzwi otwierają się a z nich wyłania się lewa ręka Mix’a-Kos.
-Czego chcesz? Przyszedłeś mnie dobić? Zrób to. I tak zapłacicie za śmierć Marvel’a.
-Nie ja nie po to tu przyszedłem. Chciałem… Chciałem cię przeprosić. Przepraszam, że straciłaś Marvel’a , że Liam był torturowany. Teraz wraz z kilkoma z nas… Chcemy do was dołączyć. April. Dziewczyna Mix’a pragnie zemsty. Chcemy wam pomóc ich zniszczyć . Proszę. Pozwól nam.
-Nie ufam ani tobie, ani im. Skoro April chce zemsty to niech tu przyjdzie.
-Ona już ma plan. A ja go znam. Mogę ci pomóc.
-Dobrze. Ale prób mnie oszukać a zabiję ciebie i resztę od razu...
Po paru dniach obserwacji wyszłam ze szpitala. Liam tak bardzo chciał nam pomóc, ale się nie zgodziłam. Nie ścierpiałabym utraty kolejnej osoby którą kocham. Wyposażona w to co tamtego dnia wyruszyłam do kryjówki pozostałej garstki gangu. Wraz z nowymi pomocnikami jesteśmy gotowi do startu. Razem z Kosem wymierzamy pierwsze cele które zabijają dwie osoby. Zostało ich jeszcze czternastu.
Nas jest dziesięciu. W sam raz. Kolejnie strzały dotykają sporą część ich grupy, a trzy osoby z mojej ekipy są ranne. Siedem na siedem.
-Biorę April!- krzyczę i rzucałam się na nią z nożem. – I co teraz zrobisz? Zostałaś bez pieniędzy Mix’a? Oj ty biedna… Kto cię będzie teraz sponsorował? Teraz możesz cieszyć się dalszym życiem z Mix’em. Ale już tam. Na górze.-wymierzam jej nóż prosto w serce. Jej krew trochę mnie ochlapuje, ale kolejna osoba zabita. Mniej terroru. Może nareszcie miasto będzie żyło w spokoju? Nagle poczułam nóż na swoich plecach. To Kos.
-Nie ruszaj się. Udawaj martwą.- wykonałam jego polecenie, które tak naprawdę uratowało mi życie. To pomieszczenia wtargnęła policja i zatrzymała wszystkich żyjących. Co zrobili ze mną? Liam. To on mnie stamtąd wyciągnął.
Po dwóch dniach złożyłam zeznania. Uratowałam resztę jednak siebie skazałam na więzienie. Siedziałam dwa lata,bo Liam wpłacił dość sporą kaucję i mnie wypuścili. Tak musiałabym siedzieć o wiele więcej. Jak ja mu się odwdzięczę? Teraz już wiem, że nie musiałam mu oddawać pieniędzy. Po prostu wystarczyło, że wyjdę za niego i sprowadzę na świat dwójkę jego dzieci- chłopca i dziewczynkę. Tym właśnie uczynił mnie szczęśliwą , wolną od gangów i spraw z bronią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz