Nie ma jak to zamienić opowiadanie 5 częściowe w jedno partowca :)
I kolejna, pomyślałam z jadowitym uśmiechem, odznaczając następne nazwisko na mojej liście osób do likwidacji. Och, jak ja to uwielbiam. W podskokach z szerokim uśmiechem, zaczęłam sprzątać wszystkie fiolki, buteleczki i inne duperele pełne magicznych proszków i płynów. Wdychając przy tym zapach dymu który nie zdążył się jeszcze ulotnić. Jak ja kocham tą robotę. Starłam jeszcze blat niskiego stolika i nakryłam miękkim dywanikiem pentagram wypalony pośrodku jasnej podłogi. Rozejrzałam się po pokoju, po zdarzeniu z przed chwili nie było nawet śladu, tylko lekki zapach palonego drewna.
Noc jeszcze młoda stwierdziłam wyglądając za okno, po całym przespanym dniu pora by się rozerwać. Mój roboczy strój, znaczy się ciemne spodnie i bluzkę, zamieniłam na skórzane rurki, dopasowaną bluzkę bez pleców i ulubione szpilki, do tego ostry rockowy make up, i fryzura w tym samym stylu. Na skórę przedramienia nałożyłam znak ukrycia i byłam gotowa do wyjścia.
Wyszłam na duży balkon przyłączony do mojego apartamentu, znajdującego się na ostatnim 30 piętrze budynku. Nocne powietrze otuliło mnie swoim chłodem, witając jak starą przyjaciółkę. Podeszłam do barierki, odgradzającej mnie od krawędzi, wspięłam się na nią i rzuciłam w otchłań. Czułam szpileczki chłodnego powietrza napierającego na policzki, szum powietrza w uszach i falowanie pojedynczych kosmyków włosów. Obrazy wokół mnie zlewały się w jedną pełną barw masę.
Będąc już tylko parę metrów nad ziemią, rozłożyłam moje ogromne czarne skrzydła, które natychmiastowo poderwały mnie w górę, z nieprzyjemnym szarpnięciem. Tego momentu nie lubiłam najbardziej, ale wszystko od skoku do rozłożenia skrzydeł jest jednym z najcudowniejszych przeżyć. To jak skok na bungee, albo raczej ze spadochronem. Adrenalina buzuje w żyłach na całego, rozłożę skrzydła chwilkę za późno i może po mnie zostać tylko mokra plama. Wyrównałam lot i skierowałam się w stronę mojego ulubionego klubu dla podziemnych ukrytego czarami, na obrzeżach miasta.
Wylądowałam na chodniku tuż przy drzwiach, i sprawiłam by moje skrzydła znów zniknęły między łopatkami. Gdy to robiłam, przypadkowo potrąciłam jakiegoś skrzata, który warcząc pod nosem zbierał, z płyt chodnikowych rozsypany magiczny pył. Już chciał rzucić się na mnie z tymi swoimi drobnymi i ostrymi jak brzytwy ząbkami, ale gdy tylko zorientował się z kim ma do czynienia, zatrzymał się gwałtownie. Zmierzył mnie tymi swoimi wyłupiastymi oczami, zamarł w pół ruchu by po paru sekundach czmychnąć jak najprędzej w ciemny kąt, rozsypując po drodze swój drogocenny towar. Uśmiechnęłam się sama do siebie i weszłam do środka. Klub jak zwykle pełny był najróżniejszych gatunków podziemnych, czarowników, wilkołaków, wampirów, feerie, ifrytów, demonów i tym podobnych mieszańców. Istot takich jak ja, wyrzutków odtrąconych przez Clave. Swoje kroki tradycyjnie skierowałam do baru. Dzisiejszą zmianę miał akurat wilkołak o imieniu Zayn. Miły gość, gdy nie ma pełni oczywiście.
- To co zawsze?- zapytał z typowym dla niego uśmiechem.
- Jak zawsze- powiedziałam zajmując miejsce na wysokim hokerze.- Pełnia tuż tuż- zauważyłam patrząc w jego rozjarzone żółte oczy. Jego policzki i brodę pokrywał gęstszy niż zwykle zarost, a paznokcie były długie i wyglądały na bardzo twarde.
- Za dwa dni- odpowiedział, mieszając ze sobą kolorowe płyny.
-Lubie gdy tak błyszczą ci oczy- powiedziałam uśmiechając się do niego kokieteryjnie gdy podawał mi mój ulubiony drink.
- Nie kokietuj- odpowiedział z tym swoim boskim uśmiechem. I jak ja mam go nie zarywać gdy on mnie tak prowokuje- dobrze wiesz że kogoś mam.
- Ach tak, prawie zapomniałam o tej twojej przyziemnej przyjaciółeczce.- prychnęłam wywracając oczami.
- Ona jest kimś znacznie więcej.
- Wytłumacz mi, dlaczego akurat przyziemna, oni są takimi kruchymi istotami, tak łatwo ich zranić lub zabić.- zapytałam nie rozumiejąc go. Nigdy nie zrozumiem po co mu tak krucha istota. Skoro może mieć mnie, istotę swojego pokroju, nieśmiertelną piękna i potężną.
- Dlatego są lepsi od nas, potrafią się cieszyć każdą ulotną chwilą.- tłumaczył odpływając w myślami do tej swojej przyziemnej. Nawet gdybym nie znała jego myśli, zdradzał go wyraz twarzy.
- Jak tam chcesz, ja nigdy nie popełnię tego błędu- powiedziałam odstawiając szklankę i zsuwając się z hokera.
- Nidy nie mów nigdy- usłyszałam jeszcze za sobą jego głos gdy, szłam w stronę parkietu. Machnęłam jeszcze na niego ręką, co skomentował swoim dźwięcznym śmiechem.
***
Właśnie tańczyłam z jakimś całkiem przystojnym wampirem, gdy nagle za moimi plecami pojawił się Zayn. Znalazł się tak blisko że czułam żar jego ciała przebijający się przez materiał jego czarnej bokserki, do tego czułam jego oddech na karku i słyszałam szum krwi przepływającej przez żyły pod skórą.
- Hmm czyżbyś jednak zmienił zdanie?- zapytałam odwracając się do niego przodem i zarzucając mu ręce na szyje. Położył dłonie na mojej tali, odsuwając mnie na stosowną odległość, przecząco kręcąc głową
- Więc czego chcesz?- opuściłam ręce wzdłuż ciała, lecz jego dłonie wciąż spoczywały a mojej tali, co zaczynało mnie wkurzać, wiec cofnęłam się o krok do tyłu.
- Jest tu jakaś dziewczyna, mówi że cię szuka i że to ważne.
- Kim ona jest?- zapytałam
- Nie wiem, ale wszystkich o ciebie wypytywała.
- Dobra gdzie ona jest?- zapytałam go niechętnie już z góry przeczuwając o co chodzi.
- Siedzi przy barze- oznajmił i ruszył w jego stronę, a ja za nim.
Przy barze siedziała przestraszona postać w ciemnej pelerynie, wciąż nerwowo rozglądała się na boki. Jej twarz do połowy zakrywał kaptur, widocznie nie chciała zostać rozpoznana. Zajęłam miejsce na hokerze obok niej, przestraszona odsunęła się odrobinę w bok i zmierzyła wzrokiem z pod kaptura.
- Czego chcesz?- zapytałam trochę niegrzecznie.
- Mam zlecenie- odparła, cichym piskliwym głosikiem.
Zauważyłam że Zayn nastawia uszu próbując niezauważenie wyłapać, strzępy naszej rozmowy. Gwizdnęłam ostro, zastrzygł uchem i uśmiechnął się pod nosem nawet na mnie nie patrząc. Dziewczyna włożyła rękę pod pelerynę, by po chwili chudą bladą dłonią podsunąć mi pod nos zdjęcie mojej przyszłej ofiary. Podniosłam je bliżej twarzy. Hmm całkiem przystojny chłopak, pomyślałam mierząc wzrokiem fotografię. Ciemne loki opadające na czoło, intensywnie zielone oczy, usta rozciągnięte w szerokim uśmiechu ukazującym równe białe zęby i do tego urocze dołeczki w policzkach, aż szkoda zabijać, ale cóż taka praca.
- Człowiek?- zapytałam patrząc na nią. Nerwowo bawiła się palcami, a na dźwięk mojego głosu aż podskoczyła. Może i nie jestem człowiekiem ale wyglądam tak jak oni, więc nie wiem co ich tak we mnie przeraża.
- T-tak- odparła drżącym głosem.
- Świetnie, będzie prościej- oddałam jej zdjęcie chłopaka- Masz przy sobie coś co należy do niego?
- Mam tylko ten naszyjnik- ujęła w dłoń łańcuszek wiszący na jej szyi, na końcu którego huśtał się mały srebrny samolocik, który wyglądał jak te które robią małe dzieci z papieru.
- Za mało.
- Nic więcej nie mam.- spojrzała w moim kierunku, nie mogłam niestety zobaczyć jej twarzy. Wciąż ukrywała ją pod kapturem, jej myśli również były nie jasne jakby ukryte pod jakimś czarem, którego nie miałam ochoty rozpracowywać. Widocznie bardzo zależy jej na anonimowości.
- Więc jutro dostarcz coś co do niego należy na ten adres- pstryknęłam palcami. Najpierw pojawiły się złoto fioletowe iskry, a gdy opadły między palcami została czarna prostokątna karteczka ze złotymi literami. Podałam ją dziewczynie.
- Uwzględnij proszę to, że ja przesypiam zwykle całe dnie i nie przychodź przed zachodem słońca.- skinęła głową.- Jeśli to wszystko to pozwolisz że wrócę do swoich zajęć.
Nie czekając na jej odpowiedź zsunęłam się z hokera z zamiarem wrócenia na parkiet. Bo w końcu przyszłam tu żeby się bawić. Ale jak zwykle wszędzie są jakieś nieszczęśliwe duszyczki, chcące pozbyć się innych, zasługujących na to lub nie, duszyczek. Zayn wychylił się przez bar i złapał mnie za nadgarstek, zanim zdążyłam się oddalić.
- Miałaś przestać!- warknął odciągając mnie na bok. No i się zaczyna, pomyślałam wywracając oczami.
- Kłamałam. I wiesz co dzisiaj zdążyłam już zabić jednego nocnego łowcę - powiedziałam spokojnie, z demonicznym uśmiechem. zajełam miejsce na najbliższym hokerze. On stał za barem patrząc na mnie groźnie i wciąż trzymając moją rękę abym mu nie uciekła i wysłuchała jego nudnej gadki.
- Nie rozumiesz że jeśli nie przestaniesz to Clave wreszcie cię dopadnie!- był bardzo wkurzony. Choć nie wiem czy bardziej przeze mnie czy zbliżającą się pełnie.
- Nie dopadli wtedy i nie dopadną teraz- odparłam spokojnym, a wręcz znudzonym tonem bawiąc się podkładką pod szklanki.
- Nie żyjemy już w średniowieczu!- ścisnął mocniej moją rękę wbijając w nią pazury.- W końcu cię znajdą.
- Puki co nie znaleźli! - wyrwałam nadgarstek z jego uścisku, na wewnętrznej stronie miałam teraz krwawe ślady po jego pazurach. Zagoiły się niemal natychmiast.- I wciąż mogę prowadzić moje nudne życie polegające na śmianiu się, pieprzeniu, i zabijaniu! - wyliczyłam na palcach, znów schodząc z hokera i kierując swoje kroki do wyjścia. Przeskoczył nad barem i zagrodził mi drogę
- A jeśli tego nie zrozumiesz dołączysz do tych trzecich, choć ja wolałabym cię w drugiej opcji.- Zbliżyłam się do niego na odległość niemal minimalną, przez materiał koszulki czułam żar jego rozpalonej skóry i słyszałam przyspieszony rytm serca. Nie odsunął się, chodź wyczuwałam gromadzące się w nim uczucie strachu. Podniosłam wzrok by spojrzeć w te jego błyszczące oczy, wpatrywał się wściekle w moją twarz. Nic jednak nie mówił, najwidoczniej wreszcie odkrył że i tak go nie posłucham. Mimo to dalej uparcie nie powalał mi wyjść. Jakby miał nadzieję że może jednak kiedyś uda mu się mnie zmienić. Próżne jego nadzieje.
- A teraz jeśli pozwolisz, wyjdę, chciałabym zrealizować drugi i może też trzeci punkt mojego panu dnia.- uniosłam dłoń przesunęłam po jego policzku, powoli go omijając. Będąc tak blisko nie mogłam nie wykorzystać okazji, wspięłam się na palce i złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek. Po czym szybko zniknęłam za drzwiami. Na zewnątrz natychmiast rozłożyłam skrzydła i odleciałam.
Wprawdzie powiedziałam mu jakie są moje plany ale nie miałam ochoty ich realizować. Kolejna kłótnia z nim zepsuła mi humor. Poza tym za godzinę lub dwie zacznie świtać, a ja za słońcem nie przepadam, dlatego wolałam wrócić prosto do mieszkania i jak zwykle przespać cały dzień.

Cicho i delikatnie wylądowałam na balkonie mojego apartamentu. Udało mi się to mimo wrzących wewnątrz emocji. Zanim weszłam do środka odliczyłam po cichu do dziesięciu robiąc głębokie oddechy, aby znów czegoś w złości nie zdemolować. Pomogło. Ruszyłam w stronę drzwi, które wcześniej zostawiłam jedynie przymknięte, bo nie ma w nich zamka a klamka jest tylko z jednej strony. Po drodze pozwoliłam moim czarnym skrzydłom wrócić na swoje miejsce, pod skórą między łopatkami. Mam już swoje lata, ale wciąż nie do końca rozumiem jakim cudem coś tak wielkiego mieści się w tak małym ciele nie zostawiając żadnych śladów.
Byłam na dobrej drodze aby spokojnie położyć się spać i o wszystkim zapomnieć, ale nie, musiało zaburczeć mi w brzuchu. Co tylko przypomniało mi jak bardzo jestem na niego wściekła. Wściekła i głodna, bo to przez niego nie miałam dziś czasu zapolować.Po co on się znowu wpieprza, przecież to nie jego sprawy. Znowu będzie się przymilał, przekonywał, a jak osiągnie cel. Czyli odciągnie mnie od mojej ,,pracy''. Nagle coś trach i znów go nie obchodzę, i tak w kółko i w kółko. A ja choć bym była na niego nie wiem jak wściekła, nie potrafię go zabić, bo na jakiś pojebanie pokręcony sposób go kocham. Mimo iż tyle razy mnie skrzywdził i wykorzystał.
Dosyć, pomyślałam ścierając z policzków krwawe łzy. Tym razem nie uda mu się mnie skrzywdzić. Ta łza była ostatnią wylaną za niego. A jeśli stanie mi na drodze to przysięgam, przed Bogiem i Szatanem że tym razem go zabiję. Z jego futra zrobię sobie dywanik i położę obok łóżka, aby móc go dreptać codziennie. A teraz, przyda mi się długi gorący prysznic na odstresowanie, potem spać.
***
Dzisiaj wstałam dużo później niż zwykle, na ciemnym nocnym niebie górował niemal idealnie okrągły księżyc w towarzystwie miliona iskrzących gwiazd i paru niewielkich chmurek. Noc zapowiada się naprawdę pięknie, szybko odsłoniłam pozostałe rolety, by wpuścić do sypialni chłodne srebrne światło. Nie muszę się martwić że ktoś będzie mnie podglądał, bo ten budynek za sprawą potężnego czaru, dla zwykłych ludzi wygląda jak ruina i nikt nie zwraca na niego uwagi. Szybko wskoczyłam pod prysznic, następnie wyszykowałam się, i nakarmiłam Puszka. Już chciałam wyjść jak zwykle drzwiami balkonowymi, by móc wreszcie zapolować, gdy nagle po mieszkaniu rozszedł się dźwięk dzwonka do drzwi. No tak dzisiaj miała się zjawić ta dziwna laska, co zleciła mi zabicie tego słodziaka. Ignorując burczenie w brzuchu, trzasnęłam drzwiami balkonowymi i powlekłam się otworzyć drzwi wejściowe. Tak jak się spodziewałam za progiem stała wysoka bardzo szczupła blondynka, o delikatnych rysach twarzy. Rozpoznałam ją po pelerynie którą miała na sobie również wczoraj. Gestem zaprosiłam ją do środka, niepewnie przekroczyła próg, hmm nie jest więc wampirem, z zaciekawieniem rozglądając się po pomieszczeniu.- Pewnie spodziewałaś się czegoś bardziej mrocznego i gotyckiego- powiedziałam podczas gdy ona rozglądała się po moim modnie i nowocześnie, aczkolwiek zwyczajnie urządzonym mieszkaniu.
- Mówiąc szczerze, to tak- odpowiedziała znacznie pewniejszym tonem niż wczoraj.
Uśmiechnęłam się pod nosem, jakże ludzie trzymają się stereotypów, to że jestem w połowie demonem, nie znaczy od razu że mieszkam w jakimś lochu czy coś. Poprowadziłam ją do salonu i wskazałam miejsce gdzie może usiąść.
- Jeśli pozwolisz załatwmy to szybko, od wczoraj nic nie jadłam.- na dowód tego nawet zaburczało mi w brzuchu, czego wcale nie planowałam.
Dziewczyna zaśmiała się krótko, szukając czegoś w torebce, po chwili wyciągnęła foliową torebkę z jakimś materiałem w środku.
- To jego koszulka- powiedziała podając mi pakunek
- Idealnie- uśmiechnęłam się do siebie- a teraz coś mniej przyjemnego, pieniądze. Myślę że 500 tysięcy funtów to będzie idealna cena.
- 500 tysięcy!?- zapytała wytrzeszczając oczy.
- Chłopak ładny trochę go szkoda.
- Gdybyś tylko go znała- spuściła wzrok
- Wolę go nie poznawać. Tak będzie mi łatwiej. Nie jestem tak bezduszna jak wszyscy myślą. Dlatego twierdzę iż cena 500 tysięcy jest odpowiednia.
- Niech będzie- powiedziała po chwili namysłu- połowa teraz, a druga połowa po skończonym zadaniu.- sięgnęła do torebki i wyciągnęła spory plik banknotów. Co wywołało równie spory uśmiech na mojej twarzy.- Tu jest dokładnie 250 tysięcy funtów. Myślałam że wystarczy ale jak widać nie, resztę jak już wspomniałam, dostaniesz gdy zobaczę jego nekrolog w gazecie.
- W takim razie możesz już skoczyć do bankomatu, bo nekrolog ukaże się najpóźniej za dwa dni.
- Trzymam cię za słowo- wstała z miejsca, szykując się do wyjścia.- A tak w ogóle to jak zamierzasz go zabić?- zapytała z ręką na klamce.
- Ja nie dotknę go nawet palcem.
- Więc jak...
- Puszek to zrobi za mnie.- kucnęłam i gwizdając przywołałam do siebie mojego pupila. Z jednego z pokoi wybiegł malutki biały maltańczyk wesolutko merdając ogonkiem.
- To słodkie maleństwo, ma sobie poradzić z potężnym facetem. Niby jak zaliże go na śmierć.- zaczęła się śmiać. A Puszek zaczął warczeć na nią groźnie, co wyglądało doprawdy uroczo. Zresztą wszystko co on robi będąc w tej postaci słodko wygląda.
- Ktoś tu nie wierzy w moją bestię, pokaż pani co potrafisz.- zwróciłam się do mojego skarba.
Puszek wycofał się w głąb korytarza, a ja odsunęłam się na bok, by nie zasłaniać nadchodzącego spektaklu. Najpierw jego oczy zmieniły kolor z czarnych na intensywnie czerwone, z pyska zaczęła cieknąć gęsta ślina a z gardła dobywał się groźny głęboki charkot którego nikt nie spodziewałby się po tak małym stworzonku. Jego skóra zaczęła falować i coraz bardziej się napinać a kości niebezpiecznie trzeszczeć, w końcu jego skóra nie wytrzymała i zaczęła pękać a ze środka wyciekła czarna posoka która powoli uformowała się w zupełnie nowe znacznie większe zwierze. Gdy przerażająca transformacja Puszka dobiegła końca, stało już przed nami całkowicie inne zwierze przypominające krokodyla, z pyskiem podzielonym na cztery części, wypełnionym długimi ostrymi zębami. Jego masywne łapy zakończone są ostrymi pazurami a ogon kulą z kolcami, do tego jego skóra pokryta jest trującym śluzem.
- Puszek jest shapeshifter'em a ta postać uroczego małego psiaka to tylko zmyłka dla innych- wytłumaczyłam jej.
- Myślałam że tylko czarownicy i czarownice posiadają umiejętność zmiany kształtu- powiedziała to takim tonem jakby to co zobaczyła przed chwilą nie zrobiło no niej żadnego wrażenia. Niestety ukrywanie emocji wychodzi jej z marnym skutkiem.
- Czarownicy są po części demonami, a zmiana kształtu jest typowa dla demonów dzięki temu łatwiej się im ukrywać. Więc uważaj bo twój chomik może wcale nie być chomikiem- odpowiedziałam równie bez emocjonalnym tonem.
- Skąd wiesz że mam chomika?- zapytała zdziwiona.
- Przede mną nic się nie ukryje- uśmiechnęłam się sprawiając wrażenie jakbym serio to wiedziała, choć tak naprawdę zgadywałam- Żegnam- wreszcie pozbyłam się jej i jej dziwnej energii z mojego mieszkania i mogłam wrócić do swoich zajęć.
- Jesteś głodny?- zapytałam Puszka. W odpowiedzi warknął specyficznie co miało znaczyć ,,tak'' w jego języku- Dobrze bo ja też więc załatwmy to szybko, wyślę cię do tego gościa i sobie go zjesz, a ja pójdę sobie zapolować, może być?- i znów warknął co oznaczało zgodę.- Dobry pupilek.
Ja wróciłam do salonu po koszulkę tego chłopaka, a Puszek poczłapał w stronę biblioteki gdzie znajduje się portal. W drodze do biblioteki otworzyłam plastikową torebkę z koszulką. Niemal natychmiast uderzył mnie przyjemny słodki zapach, porównywalny do zapachu dymu z palonej marihuany, której czasami używam do magicznych rytuałów. Było jednak w nim coś co odróżniało go od zapachu owego dymu, taka pikantna nutka. W tej krótkiej chwil wpadła mi do głowy myśl że wcale nie chcę wykonać tego zlecenia. Z zamyślenia wyrwał mnie zniecierpliwione warknięcie mojego Puszka.
- No już idę głodomorze- myśl o zaniechaniu działania odeszła równie szybko jak się pojawiła.
Sprawnie i szybko uruchomiłam portal, pozwoliłam Puszkowi dokładnie obwąchać, po czym poczekałam aż przybierze nową formę. Zdziwiło mnie że wybrał formę kota rasy ragdoll. Dokładnie takiego jaki przemknął mi przez myśl gdy pierwszy raz zobaczyłam zdjęcie tego chłopaka, wtedy w klubie. To już druga dziwna akcja tego wieczoru którą zamierzam zignorować. Powtórzyłam mojemu pupilowi te same wskazówki co zwykle, gdy go wysyłam z takim zadaniem. Niechętnie wysłuchał ich po czym zniknął za błyszczącą kurtyną przypominającą falującą powierzchnię lazurowego morza w słoneczny dzień. Zamknęłam portal i wyszłam na balkon by jak zwykle rzucić się z wysokości i polecieć zapolować.
***
Jak wygląda moje typowe polowanie? O tuż bardzo proste, wchodzę do jakiegoś klubu namierzam przystojniaka i zaczynam działać. Sprawiam by mnie zauważył, potem jest już z górki, bo mnie żaden się nie oprze. Najpierw rozmawiamy tańczymy pijemy drinki i gdy jest już odpowiednio wstawiony, odciągam go w miejsce w którym nikt nam nie będzie przeszkadzał. Siadam mu okrakiem na kolanach, i wreszcie mogę pokazać swoją prawdziwą twarz, facet jest zwykle zbyt pijany by zauważyć jakąś zmianę. Wgryzam się w szyję delikwenta, czego również nie zauważa, ale tym razem przez substancję znajdującą się w mojej ślinie która wprowadza go w stan erotycznego uniesienia. Tak więc na tym układzie korzystam i ja i on. Choć ja bardziej, bo on zostaje z kacem, utratą krwi i nic nie pamięta, a ja pełna energii wychodzę szukać kolejnej ofiary. Gdy wyczułam że więcej nie mogę już żywić się tym facetem, bo zwyczajnie bym go zabiła, oderwałam usta od jego szyi. Przejechałam językiem po moich ostrych zębach rozcinając go, następnie po ranie tego faceta sprawiając by się zasklepiła i zniknęła. Po czym zostawiłam go i wyszłam szukać kolejnej ofiary. Normalnie wystarczyła by jedna osoba, ale wczoraj nic nie jadłam i teraz czuję niedosyt.
***
Oczami zielonookiegoWracałem właśnie do instytutu, niosąc ze sobą zamówione przez moich przybranych rodziców serafickie noże. Byłem już niemal na miejscu gdy na moich oczach rozegrała się okropna scena. Tuż przed rozpędzony samochód wybiegł kot, samochód nie zdążył wyhamować a kot umknąć, odbił się od zderzaka i wylądował na poboczu. Kierowca nawet się nie zatrzymał tylko pojechał dalej. Ludzie nie mają serca, pewnie gdyby wybiegło mu na drogę dziecko zrobił by tak samo potrącił i uciekł. Natychmiast pobiegłem sprawdzić co stało się z zwierzakiem, choć już z góry zakładałem najgorsze. Jak się okazało ku mojej uciesze zwierze przeżyło, i wyglądało całkiem dobrze mimo takiego uderzenia. Wyglądało na to że ma jedynie złamaną tylną łapę i chyba nic więcej. Delikatnie podniosłem zwierzaka, nawet nie miauknął, i zabrałem ze sobą by mu pomóc. Kot był zadbany i rasowy, ragdoll jak się nie mylę. Pewnie komuś uciekł i niedługo będę musiał go komuś oddać. Pomyślałem zbliżając się do bramy instytutu. Ledwie wszedłem na jego teren a z kotem zaczęło się dziać coś dziwnego, zaczął się szamotać i wyrywać. Nie mogłem go już utrzymać więc wypuściłem go na ziemię, i wtedy stało się coś dziwnego zwierze zaczęło się zmieniać, a ja odkryłem z czym mam do czynienia. Nie czekając puściłem się biegiem do drzwi zanim ten demon skończy przemianę i mnie dopadnie. Byłem już na schodach, już trzymałem dłoń na klamce gdy poczułem szarpnięcie za kostkę i poleciałem prosto twarzą w ziemię.

Oczami Lou:
Wyszedłem ze stajni, na czyste, chłodne, nocne powietrze. Naprawdę lubię przebywać w towarzystwie koni, ale jednak ten odór jest nie do zniesienia. Nie ważne jak często się tam sprząta. Stajnia to jednak stajnia i tam zawsze śmierdzi. Ja dodatkowo mam jeszcze na przedramieniu runę lepszego powonienia, która jeszcze nie zdążyła zblaknąć, i tylko pogarsza sprawę.Dzięki innej runie, usłyszałem skrzyp, a następnie metaliczny brzęk zamykanej bramy. Pewnie Harry już wrócił. Pomyślałem szukając jego sylwetki na oświetlonym dziedzińcu, bez trudu zauważyłem wysokiego chłopaka z burzą loków na głowie. Jego nie da się z nikim pomylić. W rękach trzymał coś dość ruchliwego, pewnie znów przywlekł ze sobą jakieś chore stworzonko, wywróciłem oczami, jak tak dalej pójdzie to przez tego dzieciaka będziemy tu prowadzić schronisko a nie instytut.
Może jednak nie wszystko stracone, pomyślałem gdy kot, bo to on okazał się owym zwierzęciem, wyrwał się z jego uścisku i zeskoczył na ziemię. Co wydawałoby się logiczne skoro zwierze mu się wyrwało to powinno zacząć uciekać. Stało się jednak odwrotnie i to Harry pobiegł przed siebie jak poparzony upuszczając po drodze swoją torbę. Dopiero po paru sekundach zrozumiałem co się dzieje, to zwierze to demon shapeshifter. Wyciągnąłem z za paska seraficki sztylet i już biegnąc wykrzyknąłem imię anioła by ożywić broń. Ostrze rozjarzyło się ostrym niebiesko białym światłem oświetlając drogę przede mną. Biegłem najszybciej jak się da, przeskakując nad równo przyciętymi żywopłotami ozdabiającymi ogród.
Dopadłem bestię gdy już byli na schodach, Harry leżał nie przytomny twarzą do ziemi a ta wredna kreatura już szykowała się do zadania śmiertelnego ciosu. Kopniakiem zrzuciłem to obślizłe cielsko z mojego przyjaciela, zaskoczony demon potoczył się w bok i niemal natychmiast przygotował do następnego ataku. Rzucił się na mnie dokładnie w momencie gdy wyciągnąłem przed siebie sztylet i wbiłem głęboko prosto w jego serce. Po raz ostatni zawył żałośnie, po czym jego ciało stało się bezwładne. Odepchnąłem od siebie jego ciężkie cielsko, które zaczęło się dymić i kurczyć, by wreszcie zniknąć całkowicie. Został po nim jedynie nadtrawiony jadem sztylet i czarno złota obroża. Czyli ta bestia do kogoś należała i za pewne nie znalazła się tu przypadkiem. Niech no się tylko dowiem kto to tu przysłał. Wcisnąłem obrożę do kieszeni i wróciłem do Harrego by sprawdzić co z nim. Miarowy równy oddech, poharatana kostka i rozwalone czoło. Poza tym tylko kilka otarć, powinno być dobrze. Wyciągnąłem stellę z za paska na moim przedramieniu nakreśliłem pospiesznie dodatkowy run siły i delikatnie podniosłem bezwładne ciało przyjaciela.
- Eleanor! - zawołałem siostrę wchodząc do ogromnego holu, mój głos poniósł się echem po instytucie.- Eleanor! Gdzie jesteś! - powtórzyłem.
- No już idę, co się tak pieklisz!?- usłyszałem głos z góry, a po chwili zobaczyłem drobną brunetkę biegnącą po schodach.- Jezu Lou co mu się stało?- zapytała przerażona podbiegając do nas.
- Przed instytutem zaatakował go demon.
- Demon tak blisko instytutu, skąd się tu wziął?
- Ktoś go musiał wysłać inaczej by się tu nie pokazał- mówiłem idąc w stronę schodów.
- I już chyba wiem kto, to na pewno była ta suka Taylor, no wiesz ta adoptowana córka czarowników, co z nią zerwał niedawno.
- Być może tak, ale teraz co innego jest najważniejsze, skontaktuj się proszę z Niallem, powiedz że to bardzo pilne.
- Ok. Dasz sobie radę sam?- zapytała jeszcze.
- Myślę że tak, ale gdybyś tylko mogła otworzyć drzwi i zapalić światło w jego pokoju.- skinęła głową i pobiegła zrobić to o co ją poprosiłem.
Ułożyłem go na łóżku, delikatnie zdjąłem jego płaszcz, buty, skarpetki. Przy poharatanej nodze rozciąłem spodnie do kolana, tej rany wolałem jednak nie ruszać i poczekać na Nialla który zna się na tym lepiej. Za to tą na czole oczyściłem i przykleiłem plaster.
- Dzwoniłam do niego, będzie za chwilkę- oznajmiła El opadając na fotel, dokładnie w chwili gdy rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Wywróciła oczami, coś tam warknęła pod nosem i pobiegła otworzyć.
Po około minucie albo dwóch, wróciła w towarzystwie nie wysokiego blondyna. Niall na pierwszy rzut oka wygląda całkiem zwyczajnie. Wystarczy się jednak przyjrzeć by zauważyć lekko spiczaste uszy, przykryte włosami czy choćby pionowe jak u kota źrenice w jego intensywnie niebieskich oczach.
- Co ta ciamajda znowu sobie zrobiła?- zapytał z irlandzkim akcentem, stawiając na krześle swoją torbę.
- Przed instytutem zaatakował go pożeracz- wytłumaczyłem obdarzając go chłodnym spojrzeniem za nazwanie mojego przyjaciela ,,ciamajdą".
- Demon przed instytutem?- zapytał Niall oglądając z bliska ranną nogę Harrego i biorąc się za oczyszczanie rany z delikatnością naturalną dla faerie.
- Mnie też to zdziwiło, i nasunęło myśl że to nie mógł być przypadek.- powiedziała El.
- Żaden demon nie zapuścił by się z własnej woli tak blisko poświęconej ziemi.- mówił mieszając jakieś składniki o intensywnych aromatach.
- Po zabiciu tej kreatury zostało to- z kieszeni płaszcza wiszącego na oparciu fotela, wyciągnąłem obrożę która pozostała po demonie .
Niall najpierw tylko urywkowo na nią spojrzał, nie przerywając swojej pracy. Po chwili jednak przerwał na chwilę by się jej przyjrzeć. Źrenice jego oczu zwęziły się tak bardzo że stały się niewidoczne, a blond włosy przybrały barwę krwistej czerwieni, co oznaczało że wkurzył się nie na żarty. Czyżby wiedział do kogo należał ten stwór?
- Co cię tak wkurzyło?- zapytałem mając nadzieję usłyszeć odpowiedź na pytanie zadane sobie w myślach, sekundkę temu.
- Zezłościł mnie fakt że ta kreatura mogła do kogoś należeć.- powiedział spokojnym tonem, a kolor jego włosów stopniowo zblakł, lecz jego ruchy zdradzały jego zdenerwowanie. On coś ukrywa, ale puki co nie będę drążył tematu. Wszystkiego się dowiem w swoim czasie.
- Ja podejrzewam tylko jedną osobę, Taylor- imię tej dziewczyny opuściło usta mojej siostry, w taki sposób jakby było najplugawszym z przekleństw.- No wiesz ta córka czarowników.
- Tak kojarzę ją, ale to raczej nie ona. Wątpię by jej rodzice brzydzący się czarnej magią pozwolili jej a trzymanie w domu demona.- mówił spokojnie delikatnie zakładając opatrunek- Skończone, do rana powinna zostać tylko blizna.- oświadczył pakując swoje rzeczy.
- A kiedy się obudzi?- zapytałem zatroskany.
- Podsuń mu pod nos swoje skarpety, efekt gwarantowany- zaśmiał się i uchylił przed obrożą którą w niego rzuciłem.- A tak na serio to za jakąś godzinkę albo dwie powinien się ocknąć, ale jeśli nie ocknie się do rana to jestem pod telefonem. A teraz jeśli pozwolicie mam jeszcze coś do załatwienia.- Uśmiechnął się i wyszedł w towarzystwie mojej siostry.
Stanąłem w oknie by odprowadzić go wzrokiem. Jego postawa zdradzała jak bardzo był wkurzony, szedł szybko, kurczowo zaciskając dłoń na jakimś rączce walizki. Po przekroczeniu bramy natychmiast wsiadł na swój motor i odjechał z piskiem opony zostawiając po sobie chmurę dymu z przypalonej opony. Wydaje mi się że on coś wie. Tylko dlaczego to ukrywa? Czyżby chronił przestępce?
Na dalsze rozmyślania nie miałem czasu bo Harry właśnie się budził.
Oczami t.i.
Zmęczona i zadowolona wróciłam do swojego mieszkania. To była naprawdę udana noc ale wszystko o czym teraz marzyłam, to ciepła kąpiel i wygodne łóżko. Zrzuciłam buty, zamknęłam drzwi i zaspana powlekłam się w stronę łazienki. Niespodziewanie usłyszałam za sobą jakiś szelest, a sekundę później ktoś mnie zaatakował. Nie zdążyłam zareagować a już byłam w powietrzu, przeleciałam całą długość pokoju i z impetem uderzyłam w fotel a ten przejechał kawałek i zatrzymał się na ścianie. Następnie usłyszałam pstryknięcie i pomieszczenie wypełniło światło. Napastnik nie był zbyt mądry, ale to akurat jego sprawa, bo teraz wreszcie mogłam dostrzec z kim mam do czynienia. W miejscu w którym przed chwilą się znajdowałam stał teraz Niall, patrzył na mnie morderczym wzrokiem szybko oddychając a jego włosy miały kolor płomieni. Co znaczy tyle że jest naprawdę nieźle wkurzony. Tylko o co? Przecież nie widzieliśmy się całe wieki, a od ostatniej sprawy powinno mu już przejść.
- Czym sobie zasłużyłam na to jakże ,,miłe'' powitanie?- zapytałam zajmując wygodniejszą pozycję.
- Jeszcze masz czelność pytać!?- wysyczał przez zęby, i rzucił się z ponownym atakiem.
Tym razem byłam szybsza, odskoczyłam, złapałam go w powietrzu i przyparłam do fotela uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
- Gdybym wiedziała to bym nie pytała- odpowiedziałam równie jadowitym tonem- i albo mi grzecznie odpowiesz o co ci chodzi albo cię poważnie uszkodzę.
Przez chwilę nic nie mówiąc próbował się jeszcze uwolnić, w końcu odpuścił i uspokoił się o czym świadczył powrót do naturalnego koloru włosów, choć równie dobrze mógł to być podstęp dlatego wolałam nie ryzykować i jeszcze trochę go tak potrzymać.
-To jak?- zapytałam unosząc brwi.
- Najpierw mnie puść.- wahałam się ale jednak zrobiłam to o co poprosił.
- Spróbuj coś wywinąć a marnie z tobą- zagroziłam zajmując miejsce odpowiednio daleko od niego. Może i nie jest zbyt niebezpieczny ale wolę nie ryzykować. W końcu jest wkurzony.
- Więc wytłumaczysz mi po co włamałeś się do mojego mieszkania i dlaczego chciałeś mnie zabić?
- Dlatego że ty, znowu- wypowiedział to słowo z naciskiem- próbowałaś zabić kogoś na kim mi zależy.
-Dostałam zlecenie i musiałam je zrealizować- odparłam spokojnie.
-Niestety tym razem ci nie wyszło.- uśmiechnął się i wyciągnął coś z kieszeni a następnie rzucił w moim kierunku, ignorując to co przed chwilą powiedziałam. Zgrabnie złapałam przedmiot, nie musiałam się mu przyglądać by go rozpoznać, to była obroża mojego Puszka, sama ją projektowałam.
- Można uznać że w pewien sposób jesteśmy kwita, szkoda tylko że to nie ja go wykończyłem- rzucił lekceważącym tonem wstał i skierował się do drzwi balkonowych
- Mów kto to zrobił!- wrzasnęłam dopadając go z dłonią na klamce.
- Ta jasne i co jeszcze frytki do tego.- wyszarpnął się i wyszedł na zewnątrz.-A tak przy okazji, nie wiem czy zauważyłaś, ale gdy parkowałem na twoim balkonie, rozbiłem jedną z tych wielkich donic.- dodał i z cwaniackim uśmieszkiem.
-Znajdę i zabiję- wysyczałam przez zęby.
-Spróbuj a tym razem cię załatwię.- powiedział siadając na motorze.
- Nie boję się ciebie.
-Mnie może nie ale Clave to już inna sprawa.- dodał i uruchomił silnik, co zagłuszyło by moje kolejne słowa dlatego wolałam je zostawić dla siebie.
Sparaliżowana wściekłością jaka narastała we mnie odkąd dowiedziałam się o śmierci mojego Puszka, i o niepowodzeniu mojego zlecenia. Wróciłam do środka zamykając za sobą drzwi, przesunęłam fotel z powrotem na swoje miejsce i usiadłam na nim pogrążając się w rozmyślaniach. Niech no się dowiem kto to zrobił a go rozszarpię i tego dzieciaka też załatwię, tym razem własnoręcznie. I nawet całe Clave mu nie pomoże. Uśmiechnęłam się jadowicie pod nosem, na myśl o tym co zrobię z tymi którzy zaleźli mi za skórę.
Przez cały dzień nie mogłam zasnąć, ani znaleźć sobie jakiegoś konkretnego zajęcia. Wciąż tylko bezsensownie plątałam się po mieszkaniu unikając promieni słonecznych w miejscach gdzie nie zdążyłam zaciągnąć rolet. Nie żeby były dla mnie jakoś szczególnie szkodliwe, po prostu nie cierpię dotyku słońca na skórze. Po stracie ukochanego zwierzątka czułam w środku taką samą pustkę, jak wtedy gdy musiałam zabić moje ukochanego bo okazało się że na mnie poluje. Taa... porównuję uczucie do zwierzęcia z uczuciem do osoby. Dziwne ale przynajmniej prawdziwe, w tej chwili czuję się dokładnie tak jak czułam się wtedy. Taka opuszczona i nie kochana. Okropne uczucie. Dlaczego moje życie musi być tak cholernie skomplikowane. Przez demoniczną część mojej duszy zbyt wiele tracę. Ale ta anielska strona ujawnia się tylko za dnia, gdy jest już po wszystkim. Czy one nie mogą się jakoś równoważyć? Tak było by o wiele łatwiej. Nie miała bym tylu problemów.Jedyny plus tej sytuacji to to że wreszcie porządnie wysprzątałam całe mieszkanie. Nie żebym była jakąś straszną bałaganiarą, ale trochę kurzu uzbierało się tu i ówdzie. Długi czas zastanawiałam się jak namierzyć tego mordercę, bo przecież Niall mi tego nie powie, a ja tego tak nie zostawię. W końcu w ręce wpadło mi kilka niewielkich lekko niebieskawych kryształów. Dopiero po paru chwilach przypomniałam sobie do czego służą. Dzięki nim i odpowiednim zaklęciom można namierzyć kogoś lub coś. Te kamienie to coś w rodzaju takiego magicznego GPS-u. Moja anielska storna mówiła ,,nie'' ale z racji zbliżającego się wieczoru demoniczna mówiąca ,,tak'' była w znacznym prowadzeniu. A jeśli jutro zasnę przed świtem to ta anielska część nie dojdzie do głosu i nie będzie kolejnych wyrzutów sumienia i użalania się nad tym jaka to ja jestem niedobra. Dlatego szybko odszukałam obrożę Puszka, odpowiednią księgę i zabrałam się za szukanie zaklęć. Nie będzie łatwo bo obroży dotykało kilka osób. Ale wiem że najświeższe ślady należą do mnie, te trochę starsze do Nialla, więc te trzecie lub czwarte muszą być śladami mordercy.
Najpierw przy pomocy jednego z zaklęć przeniosłam ślady mordercy do wnętrza kamienia. Kolejnym zatrzymałam je wewnątrz, następnie wypowiedziałam ostatnie, nadając kamieniowi odpowiednie właściwości. Ledwie skończyłam a on zawirował na blacie szklanego stolika, ostrym końcem wskazując odpowiedni kierunek. Powtórzyłam czynności by stworzyć kolejny kamień ze śladami drugiego z podejrzanych. Ten kamień również zawirował na blacie i wskazał dokładnie ten sam kierunek co poprzedni. I tu was mam, pomyślałam, już mi nie uciekiecie, i długo nie pożyjecie.Oczami Nialla:
Z perspektywy tych kilku godzin, które minęły od spotkania z tą diablicą, uważam że głupio postąpiłem mówiąc jej to wszystko. Byłem wtedy wściekły, i jak każda wściekła istota palnąłem parę głupot by się odegrać. Jestem totalnym idiotą, gdybym tylko poczekał te parę godzin, to moi najlepsi przyjaciele nie byli by teraz w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Wprawdzie groziłem jej że wydam ją Clave, ale dobrze wiem że się tym nie przejęła. W końcu, tyle razy już im się wywinęła, dzięki swoim niezwykłym mocom. Plus jest taki że ona jeszcze nie wie z kim ma do czynienia. Teraz jak najszybciej muszę wyjaśnić Lou, El i Harremu całą sytuację i ostrzec ich. Właściwie najlepiej zrobić to natychmiast, zwłaszcza że za oknami jest już prawie ciemno.
Oczami (t.i.)
Z niecierpliwością doczekałam momentu gdy słońce zniknęło za horyzontem. W biegu chwyciłam wisiorek z magicznymi kamieniami i wybiegłam na balkon. Tym razem rozłożyłam skrzydła jeszcze zanim znalazłam się poza krawędzią, odbiłam się od barierki i poleciałam w wskazywanym przez kamienie kierunku.
Dotarcie do celu trochę mi zajęło, okazało się że mój cel znajduje się w sąsiednim mieście, a konkretnie w Londyńskim instytucie. A już myślałam że chociaż tym razem będzie łatwo, no ale przecież to moje życie i w nim nic nie jest łatwe i przyjemne. No cóż, to że łatwo nie będzie już wiem, ale nie takie problemy już rozwiązywałam więc i z tym sobie poradzę. I już chyba nawet wiem jak, pomyślałam widząc dziewczynę spacerującą z psem po drugiej stronie ulicy. Poczekałam aż dojdzie do tej ciemnej przerwy między budynkami, i wtedy wykorzystałam moją zdolność do szybkiego poruszania się. Dopadłam ją natychmiastowo nawet nie zdążyła zareagować. Równie szybko wykorzystałam moją umiejętność zmiany kształtu by wyglądać jak moja ofiara, w końcu wszystkie demony to potrafią a jestem nim w połowie więc i dla mnie to żaden problem. Gdy już nie była mi potrzebna po prostu skręciłam jej kark. Przebrałam się w jej ubrania aby pozbyć się mojego zapachu, i po prostu dlatego że ona była znacznie niższa i tęższa więc moje ubrania nie wyglądały teraz na mnie zbyt dobrze i dodatkowo znacznie utrudniały mi ruchy. Podniosłam z ziemi smycz i przywołałam psa do siebie, z niepewnością podszedł, obwąchał rękaw kurtki który naciągnęłam na dłoń. Zawarczał ale gdy przemówiłam do niego łagodnym głosem tej dziewczyny, od razu się uspokoił, zaczął przymilnie machać ogonem i chciał się bawić. Okej skoro udało mi się oszukać zwierze z tak czułym węchem to z nocnymi łowcami pójdzie mi jak z płatka, trzeba więc zacząć drugą część zadania, tą trudniejszą.
- No chodź Sparki mamy coś do załatwienia- powiedziałam do psa który radośnie mnie wyprzedził.
Przekroczyliśmy ulice i skierowaliśmy się w stronę instytutu. Będąc już blisko bramy zauważyłam Nialla parkującego swój motor przy krawężniku.
- Nie zamykaj!- powiedziałam do niego, słodkim głosem tej dziewczyny. Zmieszany odwrócił się w moim kierunku.- Tak do ciebie mówię, nie zamykaj bramki, droga przez ten plac jest o wiele krótsza.- mówiłam dalej, nie wychodząc z odgrywanej roli. Podbiegłam i minęłam w bramce zaskoczonego chłopaka.
- Co tu robisz, o tej porze? Jeśli wolno spytać- zagadnęłam gdy się ze mną zrównał.
- Eeemm, też wybrałem tę drogę na skróty- skłamał.
- I zostawiłeś motor przed bramą?- wskazałam maszynę stojącą poza placem
- Eeemmmm- bąknął drapiąc się po głowie i szukając w głowie kolejnego kłamstwa. Na jego szczęście, od odpowiedzi uwolnił go dość głośny skrzyp drewnianych drzwi.
- Ooo więc szykuje się impreza w opuszczonym kościele, mogłeś od razu powiedzieć przecież się nie wproszę, ani tym bardziej nikomu nie powiem- uśmiechnęłam się i skierowałam w przeciwnym kierunku, tak jakbym rzeczywiście tylko przypadkiem przechodziła tędy na skróty.
W moim planie było wemknięcie się oknem, odnalezienie odpowiedniej osoby i zlikwidowanie jej. Niestety pies miał inne plany, wyrwał mi się i pobiegł prosto w kierunku postaci czekającej w drzwiach na Nialla.
- Puszek!- Krzyknęłam odruchowo, za zwierzęciem. Natychmiast zorientowałam jaką popełniłam gafę. Odwróciłam się by spojrzeć na Nialla, biegł już za tym psem którego wziął pewnie za demona w zmienionej postaci. W sumie to dobrze, pomyślałam już układając sobie w głowie nowy plan. Żeby tylko tym razem wypalił. Niall dopadł zwierze, zanim dotarło do chłopaka który teraz stał u podnóża schodów przygotowany na atak. Jednym szybkim ruchem wbił sztylet między rzebra Sparkiego.
- Nieeee!- krzyknęłam biegnąc w stronę chłopaków.
Niall błyskawicznie wstał celując we mnie zakrwawionym sztyletem. Zatrzymałam się z typowym dla człowieka opóźnieniem.
- Mówiłem ci że jeśli nie odpuścisz to pożałujesz- warknął zbliżając się do mnie.
- Co miałam sobie odpuścić? Przecież ja cie w życiu na oczy nie widziałam- mówiłam przerażonym tonem, wycofując się do tyłu, podczas gdy po moich policzkach spływały łzy. Powinnam zacząć grać w teatrze, dobra jestem w te klocki z wcielaniem się w inne osoby.
- Och już ty dobrze wiesz, nasłałaś kolejnego demona- w tym momencie odwrócił się by spojrzeć, jak się pewnie spodziewał, na resztki tego demona. Jakże się zdziwił gdy zamiast resztek demona dostrzegł umierającego psa.
- Jakiego demona o czym ty mówisz?- zapytałam zrozpaczonym tonem- A mogłam pójść na około- dodałam dalej szlochając.
- Niall opuść broń, to tylko zwykła dziewczyna.- Powiedział spokojnie ten chłopak podchodząc powoli do wkurzonego Nialla.
- Ty nic nie rozumiesz ona wcale nie jest człowiekiem a demonem, to ona nasłała wtedy tego pożeracza na Harrego!- krzyczał z wyrzutem.
- Gdyby była demonem to sensor by to wykazał, a spójrz nawet najsłabszego odczytu.- mówił wyciągając z kieszeni niewielkie czarne pudełko i przysuwając w moją stronę. Odsunęłam się odrobinę, patrząc na nie z udawanym strachem, choć dobrze wiedziałam że nic nie wykryje. Dzięki moja anielska części, jednak czasem się przydajesz- Nie bój się- powiedział obdarowując mnie ciepłym uśmiechem.
- Proszę zabierz stąd tego psychola- powiedziałam tak aby tylko on usłyszał, przytaknął nadal posyłając mi ten krzepiący uśmiech.
- Niall, proszę odpuść, ona jest tylko człowiekiem, śmiertelnie przestraszonym człowiekiem i nikim poza tym. Kolejny raz proszę, abyś opuścił broń, i odszedł- wciąż mówił powoli, obserwując każdy nawet najmniejszy ruch Nialla- Pomyliłeś się. To może zdarzyć się każdemu. Pewnie jesteś przemęczony i stąd ta pomyłka. Teraz najlepiej będzie jeśli wrócisz do domu i odpoczniesz, poza tym z Harrym wszystko dobrze i nie musisz się o niego martwić. Gdy będziesz potrzebny powiadomimy cię.
Udało mu się wyjąć z jego dłoni sztylet i odrzucić go gdzieś w bok co umożliwiło mi podejście do martwego już zwierzęcia i udawanie że serio obchodzi mnie jego śmierć. W tym czasie tamten chłopak poszedł odprowadzić Nialla do bramy. Wciąż się kłócili, ale jednak udał mu się go odprawić.
- Moje maleństwo, moje kochane maleństwo- zaczęłam szlochać gdy tamten był już blisko. Odskoczyłam gdy położył dłoń na moim ramieniu.
- Już dobrze już go nie ma- wciąż mówił tym samym ciepłym i opiekuńczym tonem.
- Kim on był i o czym mówił? I dlaczego zabił mojego kochanego psiaka? Przecież on chciał się tylko pobawić, nikogo by nie zaatakował, nigdy.- wciąż szlochałam nie wychodząc z roli.
- Jesteś roztrzęsiona. Chodź wejdziemy do środka, tam na spokojnie wszystko ci wytłumaczę. Napijesz się herbaty, a potem cię odprowadzę do domu.- powoli pomógł mi wstać.
- A co z moim Puszkiem?- zapytałam jeszcze raz spoglądając przez ramie, na martwe ciało zwierzęcia.
- Najpierw zajmiemy się tobą, nim później- wyjaśnił obgiął ramieniem i poprowadził do instytutu.
Weszliśmy do jasno oświetlonego holu, chłopak wypuścił mnie z obcięć i podał chusteczkę. Otarłam oczy i wysmarkałam w nią nos.
- Dzięki- posłałam mu smutny uśmiech.
- Nie ma za co- jego uśmiech był radosny. Gdyby tylko wiedział co go czeka.- Tak w ogóle jestem Louis.
- A ja jestem tą przed którą ostrzegał cię Niall- w jednym momencie przestałam być, tą słabą kruchą istotką. Nie musiałam też dłużej ściskać się w tym nie wygodnym ciele, wreszcie mogłam wrócić do swojej postaci i zrobiłam to z największą przyjemnością. Zaskoczenie na twarzy Louisa było bezcenne.
- Co!? Ale jak!? Przecież sensor cię nie wykrył- pytał zaskoczony- przecież to ziemia święta. Ty powinnaś płonąć czy coś.- mówił odsuwając się, a ja zaczęłam się śmiać z jego toku myślenia.
- Ja jestem wyjątkiem od każdej reguły- powiedziałam opanowując się i atakując bez ostrzeżenia.
Uniknął pierwszego ataku, i sięgnął po broń, niestety przez jego oszołomienie nie udało mu się zrobić tego zbyt szybko. Natychmiast to wykorzystałam, doskoczyłam do niego i dźgnęłam nożem prosto w brzuch.
- Tym razem trzeba było posłuchać przyjaciela. Może wtedy byś przeżył- wyszeptałam mu do ucha.
Skierowałam się w stronę schodów gdzie poprowadził mnie drugi z kamieni zawieszonych na łańcuszku. Pierwszy właśnie zaczął zmieniać barwę na czerwoną co oznaczało że osoba której szukałam właśnie umiera. Starając się być jak najciszej, przemknęłam ciemnym korytarzem, by w końcu zatrzymać się pod jednymi z wielu takich samych drzwi. Mam cię, pomyślałam z jadowitym uśmiechem, otwierając drzwi i szybko znikając w słabo oświetlonym pomieszczeniu.
- Nawet się nie waż rzucać jednej z tych twoich gadek o mojej ciamajdowatości Niall.- powiedziała postać siedząca twarzą do zgaszonego kominka, trzymał nogi na stole i przeglądał jakieś czasopismo przy świetle lampki która była jedynym źródłem światła w pokoju.
- Muszę cię rozczarować ale nie jetem Niallem- powiedziałam chłodnym, chrapliwym tonem, powodowały go ostre zęby wypełniające moje usta.
Chłopak zerwał się na równe nogi, stając dokładnie na przeciwko mnie w odległości kilku metrów. Wtedy wydarzyło się coś co zupełnie mnie zaskoczyło. Gdy on się poruszył roztoczył wokół siebie ten słodko pikantny zapach, który poczułam wtedy gdy rozpakowałam tą foliową torebkę z jego koszulką. Czułam się oszołomiona i sparaliżowana. Nie wiedziałam co robić, moje zęby wróciły do normy. Znowu poczułam, że nie chcę go zabić, że nie potrafię. Tak jak wtedy, w moim mieszkaniu. Tylko tym razem o wiele silniej. Aż mnie sparaliżowało. Po raz pierwszy nie potrafiłam się zmusić by zabić człowieka. Nie wiem ile czasu trwał ten stan ale wyrwał mnie z niego jego głos.
- Uważaj!- krzyknął.
Obejrzałam się za siebie, stała tam dziewczyna z jakimś przedmiotem w rękach. Już zamachnęła się by mnie uderzyć. Dzięki ostrzeżeniu tego niezwykłego, bo innego słowa nie mogłam znaleźć by go opisać, chłopaka udało mi się odskoczyć. W tej chwili byłam zbyt oszołomiona by zrobić cokolwiek innego. Ucieczka wydawała się jedynym właściwym rozwiązaniem. Pstryknęłam palcami, na dywan posypały się kolorowe iskry, nawet nad ich kolorem teraz nie potrafiłam zapanować. Okno po mojej lewej otworzyło się, szybko wyskoczyłam przez nie rozkładając skrzydła.
Oczami Harrego:
- Co ci do cholery odbiło!?- krzyknęła Eleanor - Już prawie ją miałam! czy wiesz że ona chciała cię zabić!?- krzyczała wściekle.
- Wcale nie chciała!- odpowiedziałem krzykiem na krzyk. Byłem pewny że nie chciała choć nie wiem skąd.
- Tak a niby skąd to wiesz?- zapytała kpiąco.
- Nie wiem po prostu to czułem. Poza tym gdy by chciała mnie zabić to nie stała by tu jak wryta.- broniłem ją choć nie wiem dlaczego.
- Tak, to najwyraźniej ten twój czujnik się popsuł, bo Lou leży tam na dole w kałuży krwi. Tak załatwiła go ta twoja nowa dziewczyna! - krzyknęła z wyrzutem odstawiając wazon na swoje miejsce.
Później coś jeszcze mówiła ale już jej nie słuchałem bo byłem w drodze na dół. Mimo tego co przed chwilą powiedziała El o tej tajemniczej dziewczynie. Nie czułem się na nią wściekły, ale to pewnie jakiś czar. Zresztą nieważne teraz liczy się tylko Lou i jego życie.

Nie zgrabnie wylądowałam na moim tarasie i z rozpędem chciałam jak najszybciej znaleźć się w środku. Zapomniałam przy tym o zniknięciu skrzydeł i z impetem walnęłam nimi we framugi drzwi. Odbiłam się od nich i jaka długa wylądowałam na zimnych płytkach. Co się ze mną dzieje do jasnej cholery!? Szybko wstałam, schowałam skrzydła, i weszłam do środka zamykając za sobą drzwi. Opadłam na ulubiony fotel. głośno wypuszczając powietrze z płuc, oparłam łokcie na kolanach i ukryłam twarz w dłoniach, zostawiając między nimi na tyle duży odstęp by móc równo i głęboko oddychać. Próbowałam się uspokoić i wyjaśnić sobie co tak właściwie zaszło w tym instytucie. Jak żyję tu już jakieś 6 tys. lat, tak do tej pory jeszcze nie miałam styczności z takim rodzajem czarów. Zwykle byłam odporna na takie rzeczy, ale to wręcz zwaliło mnie z nóg i zmusiło do ucieczki. A ja nigdy nie uciekam. A miało być tak łatwo, bogata dziewczyna chce się pozbyć swojego ludzkiego chłopaka, kilka czarów, jakiś niezbyt silny demon i powinno być po sprawie. Zawsze tak było. Czemu akurat teraz musiało się to popsuć? Jedno w tej chwili jest pewne, muszę odnaleźć tą laskę co zleciła mi to zadanie i powiedzieć jej że rezygnuję. Ciężko będzie się przyznać do porażki ale moje życie jest ważniejsze niż 500 tys. funtów. Oczywiście zaliczki którą wpłaciła już nie odzyska, uznam to za odszkodowanie za poniesione straty.
Kilka dni później:
Minione parę dni, a raczej nocy, spędziłam na powrocie do formy i szukaniu tej dziwnej laski. Niestety za każdym razem gdy już prawie miałam jakiś pewny trop, on nagle rozpływał się w powietrzu. Zayn miał rację nie żyjemy już w średniowieczu, a ja chyba przestają nadążać za tym coraz bardziej przyspieszającym światem. Od czasu gdy ja i moja matka zostałyśmy wygnane z nieba wiele się zmieniło. Nie mówię ty tylko o postępie technicznym czy kulturalnym, ale też o tym w świecie magicznym. W mojej bibliotece mam tak wiele ksiąg z zawartymi w nich czarami i przepisami na eliksiry, które studiowałam setki lat a to i tak za mało by ogarnąć współczesną magię. Ja się chyba zwyczajnie starzeję, nie na zewnątrz a wewnątrz oczywiście. Chyba czas pomyśleć o emeryturze albo przynajmniej jakich długich i relaksujących wakacjach. Ale najpierw muszę załatwić sprawę z tą dziwaczką, i z Niallem którego muszę przeprosić. Dziwne że jeszcze nie złożył mi wizyty i nie próbował mnie zabić. No i z Zynem. O wiele łatwiej byłoby spędzić dzień na Saharze niż przyznać mu że miał rację. Już sobie wyobrażam te jego docinki i szydercze uśmiechy. Nie mniej jednak klub w którym on jest barmanem jest w tej chwili jedynym miejscem w którym mogę się spodziewać tej dziwaczki.
Wzięłam szybki prysznic, ułożyłam włosy, zrobiłam make-up, ubrałam czerwoną obcisłą bluzkę bez pleców, czarne skórzane rurki i ulubione szpilki z czerwoną podeszwą. Już od paru dni nie wyglądałam tak dobrze, stwierdziłam oglądając się w lustrze. Wychodząc wzięłam jeszcze czarną nie wielką kopertówkę i skórzaną kurtkę, choć nie wiem po co kurtkę bo przecież i tak jej nie ubiorę bo mi skrzydła się nie zmieszczą. Wyszłam na taras, znów ciesząc się chłodem nocy, rzuciłam się w dół czerpiąc przyjemność z swobodnego spadania. Jak zwykle tuż nad ziemią rozłożyłam skrzydła i poleciałam w stronę klubu.
- Dawno cię tu nie było- powiedział chłodno Zayn nawet na mnie nie patrząc. Gdy zajmowałam miejsce przy barze.
- Byłam zajęta czym innym.- odpowiedziałam równie obojętnie.
- Chyba nawet wiem czym.- prychnął pogardliwie, wycierając szklanki i dalej na mnie nie patrząc.
- Jeśli chcesz wiedzieć to nic mu nie zrobiłam, nawet szponem go nie tknęłam. A jestem tu by znaleźć tą co mi to zleciła i powiedzieć że rezygnuję.- dopiero teraz na mnie spojrzał, przerywają swoją pracę.
- O, czyżbyś ty, wielka i potężna nie dała rady zwykłemu człowiekowi. A podobno oni tacy słabi i beznadziejni.- no i zaczynają się jego docinki.
- Tak, nie dałam rady, sytuacja mnie przerosła i nie wstydzę się do tego przyznać. Nie jestem doskonała. Czasami się mylę i nie radze sobie z czymś.- nie chciałam mu dawać satysfakcji i pozwalać się napawać moim nie powodzeniem- A teraz jeśli łaska przydaj się do czegoś i zrób mi drinka.- uśmiechnął się pod nosem i zabrał do pracy.
- Wiesz może kim była ta dziewczyna?- zapytałam gdy postawił przede mną mój ulubiony drink.
- Nie mam pojęcia, zawsze przychodzi tu zakapturzona.
- Czyli że tu bywa?
- Tak, przychodzi tu co dziennie tak pod koniec mojej zmiany i pyta czy jesteś. Wspominała że nie pamięta twojego adresu, choć jej go podawałaś. Ja w sumie też go nie znam więc tylko odsyłam ją do domu.
- Wymazałam go jej z pamięci gdy wychodziła.- wytłumaczyłam - A kiedy kończysz zmianę?
- Za trzy godziny więc ona powinna się pojawić za jakieś dwie albo półtorej godziny.
- Miejmy nadzieję że zjawi się jak najszybciej, chce to mieć już za sobą. Zamierzam wreszcie cię posłuchać i przejść na emeryturę.
- Nareszcie. Planujesz coś konkretnego?
- Jeszcze nie myślałam nad niczym konkretnym ale chcę gdzieś wyjechać i zaszyć się na długi czas.
- Ja za tydzień wyjeżdżam do takiego małego miasteczka na północ od Waszyngtonu. Mieszkają tam moi przyjaciele, to głównie wampiry i wilkołaki a miasteczko jest odcięte od cywilizacji lasami i górami. Jak chcesz możesz ze mną jechać.- zaproponował.
- Jeżeli nie wymyślę do tego czasu czegoś innego to czemu nie. A co z tą twoją dziewczyną? Też leci?
- Nie, nie leci, zerwała ze mną. Przeszkadzało jej że znikam na całe noce a czasami i dnie.- wytłumaczył smętnie.
- Mówiłam ci ludzie nie są dla nas.- powiedziałam upijając łyk alkoholu.
- Chyba tym razem ja muszę przyznać rację tobie.- posłał mi smutny uśmiech.
- Więc mamy jeden do jednego.- zaśmiałam się krótko.
- Przyszła twoja znajoma, tym razem wcześniej niż zwykle, jakby cię wyczuła- powiedział wycierając kolejną szklankę.
- To nie jest moja znajoma, tylko jakaś wariatka przez którą o mało co nie straciłam życia.
- Było aż tak źle.
- Źle a nawet okropnie- dodałam i zsunęłam się z hokera, żeby do niej podejść i załatwić tą sprawę raz na zawsze.
Wskazałam jej pustą kanapę w kącie, do której się skierowałam, ona podążyła za mną bez słowa, jak cień.
- On ciągle żyje- rzuciła wkurzona, na wstępie zamiast powitania.
- Żyje i będzie żył.- odparłam tonem osoby stwierdzającej rzecz oczywistą.
- Zapłaciłam ci za to by zobaczyć jego nekrolog w porannej gazecie, a jak zauważyłaś nie było go w żadnej z nich.- jej wkurzenie rosło. Lepiej niech nie przesadza, bo szybko sprowadzę ją na ziemie.
- Nie było i nie będzie.- odparłam tym samym tonem.
- Co? Ale jak to ,,nie będzie''? Przecież ci zapłaciłam, a kto płaci ten wymaga.
- Gdy mi o nim opowiadałaś ominęłaś kilka istotnych faktów, które ja o mały włos nie przypłaciłam życiem. Mój pupil natomiast, zapłacił cenę najwyższą. Dlatego rezygnuję z tego zlecenia, dla własnego dobra.- dziewczyna otworzyła usta aby coś powiedzieć, zapewne chodziło jej o pieniądze, których nie zamierzam jej zwrócić, w końcu należy mi się jakieś odszkodowanie za poniesione straty.- Nie, nie zwrócę ci tych 250 tysięcy uznam je za odszkodowanie.- wstałam i odeszłam.
- Jeszcze mi za to zapłacisz- rzuciła wściekle wstając ze swojego miejsca.
- Chyba że o tym zapomnisz- mruknęłam po nosem wciąż podążając w stronę baru.
Gdy już siedziałam na stołku, odwróciłam się w kierunku gdzie spodziewałam się ją zobaczyć. Stała tam całkowicie zagubiona, zdjęła z głowy kaptur i przestraszona rozglądała się dookoła. Pewnie już nie pamięta skąd się tu wzięła, po krótkiej chwili naciągnęła kaptur z powrotem na głowę i wybiegła potrącając po drodze kilka istot.
- Jak mniemam nie umknęło ci żadne słowo z naszej rozmowy.- powiedziałam odbierając kolejnego drinka od uśmiechniętego Zayna. On jest taki sexi gdy się uśmiecha, choć wolę go w tej zarośniętej wersji, tuż z przed pełni.
- Nie był bym sobą gdy by mi umknęła choć jedna literka.- powiedział i zaśmiał się.
Resztę jego zmiany spędziliśmy na rozmowie, a właściwie to głównie on opowiadał o tym miasteczku do którego wyjeżdża. Muszę przyznać że teraz ta oferta wydaje się o wiele bardziej kusząca i kto wie czy z niej nie skorzystam. Na koniec odwiózł mnie do mieszkania swoim motorem. Cóż czyli jednak dobrze zrobiłam zabierając ze sobą kurtkę. Od razu po dostaniu się do środka poszłam do sypialni, w końcu muszę być wypoczęta przed rozmową z Niallem która zapowiada się gorzej niż te dwie przeprowadzone dzisiaj.
Następna noc:
Wczorajszy wieczór był naprawdę przyjemny, oby i ten taki był. Choć znając Nialla pewnie jak zawsze będzie chciał mi umilić noc na swój sposób. Bójkami i awanturami, dlatego wolę nakreślić na moich przedramionach tyle run udoskonalających moje zmysły ile się tylko zmieści. Ubrałam się jak na typowe wyjście do klubu, bo przecież nie zamierzam całej nocy spędzić na kłótniach z Niallem, z tą różnicą że tym razem wybrałam wygodniejsze obuwie. Tak na wszelki wypadek.
Po paru minutach lotu byłam wreszcie na miejscu. Niall nie mieszkał w zbyt ciekawej okolicy. Ciemno, brudno, budynki w ruinie i ogólnie jest tak jakoś nie przyjemnie. Miejmy nadzieję że w środku wygląda to lepiej niż na zewnątrz. Wspięłam się po nie pewnych schodach na drugie piętro. Już wyciągnęłam dłoń żeby zapukać gdy drzwi uchyliły się. Okej, coś jest nie tak, niestety w środku było zbyt ciemno a szpara która powstała, zbyt mała by coś dostrzec. Wyostrzyłam wszystkie zmysły i najciszej jak się dało weszłam do środka. Minęłam ciemny korytarz i weszłam do salonu rozświetlonego blaskiem księżyca. Wygląda na to że go nie ma. Cóż i tak nie mam co robić, więc mogę na niego trochę poczekać. Odnalazłam zarys jakiegoś fotela i podeszłam żeby na nim usiąść. Ledwie udało mi się posadzić na nim moje zgrabne cztery litery, a ktoś zdradził swoją obecność szmerem z drugiego końca tego niewielkiego mieszkania. Zaczyna się. Czy on choć raz nie mógł by przywitać mnie w bardziej cywilizowany sposób? Poczekałam aż przyczai się bliżej, przez cały czas udając że wcale go nie zauważyłam. Jak to dobrze że tym razem ubrałam wygodne tenisówki zamiast wysokich szpilek, pomyślałam, unikając już pierwszego ciosu.
Przez kolejne kilka minut wykonywałam uniki i markowałam ciosy czekając aż się zmęczy. Trochę to trwało, jednak udało mi się zmęczyć na tyle, by wreszcie przyszpilić go do podłogi i uniemożliwić kolejne ataki.
- Pokój?- zapytałam unosząc brwi.
- Nigdy!- wrzasnął, próbując się wyrwać.
- Okej, jak chcesz. Ja mam czas. Możemy pozostać w tej niewygodnej pozycji jeszcze dłłłuuugiii, dłłuuugggiiii czas. Chyba że pozwolisz mi powiedzieć to co chcę, potem zniknę i nie zobaczysz mnie przez najbliższe lata, może nawet stulecia jeśli dobrze pójdzie.
- Byle szybko, nie mam zamiaru oglądać cię już ani minuty dłużej.- prychnął pogardliwie.
Wstałam i znowu zajęłam miejsce na starym fotelu. On też się podusił i usadził naprzeciwko mnie.
- Przyszłam tu żeby cię przeprosić, i dać to- wyciągnęłam z za pleców, torebkę a z niej fiolkę z lekarstwem dla tego chłopaka co go wtedy dźgnęłam. Z pewnych źródeł wiem że wciąż żyje i jest w śpiączce spowodowanej trucizną, która była na nożu.
- Co to jest?
- Lekarstwo dla twojego przyjaciela. Tego co go wtedy za atakowałam, wiem że żyje i chcę go wyleczyć zanim zniknę.
- Skąd mam wiedzieć że to nie jest trucizna.
- Bo przyszłam cię przeprosić, poza tym moje pochodzenie uniemożliwia mi kłamanie, tak jak i tobie, bo faerie są w jednej którejś tam aniołami i przez to nie mogą kłamać...
- A jedynie naciągać prawdę wiem- wtrącił przerywając mi- skąd mam jednak wiedzieć że ty jej nie naciągasz?
- Gdybym gdyby to była trucizna to nie mogła bym powiedzieć że go wyleczy.
- Nie powiedziałaś że to go wyleczy, tylko że to lekarstwo.
- A lekarstwo to nie trucizna, więc jak chcesz je czy nie?
- A jeśli nie to cię znajdę.
- Nie musisz, przechodzę na emeryturę. Koniec z zabijaniem, no chyba że w obronie własnej. Bo jednak sporo istot mnie nie lubi. Teraz jeśli pozwolisz idę się pakować, za tydzień wyjeżdżam. Chciałam jeszcze przed wyjazdem przeprosić wszystkich, na których naprawdę mi zależy. Tak więc przepraszam, za wszystko.- nie wiem czy dobrze zauważyłam bo Niall szybko się odwrócił, ale wydawało mi się, że się uśmiechnął.
- A tak w ogóle to gdzie konkretnie wyjeżdżasz?- zapytał za nim jeszcze zdążyłam wstać.
- Tak szczerze to nie mam pojęcia. Zayn nie podał żadnych konkretów.
- Więc to z nim wyjeżdżasz. A co na to jego dziewczyna?
- Zerwała z nim. Mówiłam mu że ludzie są beznadziejni bez użyteczni, strasznie mało wytrzymali i ograniczeni umysłowo. Ja nie wiem po jaką cholere oni powstali, są jak żałosne produkty uboczne ewolucji. On jednak jak idiota wolał przekonać się na własnej skórze i teraz cierpi.- ledwie skończyłam mówić, a ktoś z impetem zatrzasnął drzwi wejściowe.
- Kto to był?- zapytał zaskoczony Niall.
-No nie wiem przecież to ty siedzisz przodem do korytarza.- odpowiedziałam, wstając i kierując się w stronę drzwi.
- Ciemno tu nikogo nie zauważył...
- Czekaj- przerwałam mu głęboko wdychając powietrze, znałam ten zapach. Sekundę później zakręciło mi się w głowie, pewnie bym się przewróciła ale Niall zareagował w porę.
- Co się stało, o co chodzi?- zapytał zaniepokojony.
- On tu był, ten chłopak co go miałam zabić.
- Pewnie słyszał jak mówiłaś o tym że ludzie są beznadziejni.
- I co to ma do rzeczy!?
- To że od czasu gdy byłaś w instytucie, on się chyba w tobie zakochał.
- Zakochał, że niby kiedy? Przecież tylko raz mnie widział i nie wyglądałam wtedy za pięknie.
- Okej później o tym pogadamy. Teraz trzeba go znaleźć zanim zrobi coś głupiego.
Natychmiast zbiegliśmy na parter i wybiegliśmy na zewnątrz szukać Harrego. Niestety na zewnątrz mieszało się zbyt wiele zapachów, bym mogła stwierdzić w którą stronę uciekł.
- I co czujesz go?-zapytał Niall rozglądając się we wszystkich kierunkach.
- Nie jestem psem tropiącym, poza tym tu strasznie śmierdzi, nic nie da się wywąchać.
- No cóż nie każdego stać na luksusy.
- Przed wyjazdem podrzucę ci klucze do mojego mieszkania. A teraz najlepiej będzie jak się rozdzielimy, jeśli któreś z nas go znajdzie dzwoni do drugiego.- Niall przytaknął i podbiegł do swojego motoru. Ja rozłożyłam skrzydła i wzbiłam się w powietrze. Z lotu szybciej go znajdę, poza tym nie mógł uciec daleko. W końcu jest tylko człowiekiem a powolność to kolejna wada ludzi.
Zakładałam że szybko go znajdę, ja albo Niall. Tym czasem latam tu już kilka godzin. Zdążyłam sprawdzić każdy bar i klub w okolicy. Niall też zjeździł spory kawałek miasta, na próżno. Gdzie mógł pójść chłopak, który od dziewczyny która mu się podoba, właśnie usłyszał że jako człowiek jest obrazem nędzy i rozpaczy. I wtedy mnie olśniło i to dosłownie bo prawie wleciałam w latarnię. Gdzie może się udać człowiek który już nie chce być człowiekiem? Do wampirów oczywiście, bo to najszybszy sposób. A gdzie żyje najbliższe stado wampirów? W opuszczonym hotelu ,,Dumort'' zaledwie parę przecznic od mieszkania Nialla. Natychmiast zawróciłam w stronę tego hotelu. W drodze wysłałam sms do Nialla ,,Hotel Dumort, zabierz wodę święconą''
- Masz?- zapytałam szeptem gdy już się zjawił.
- Masz szczęście że akurat byłem obok kościoła.
- Ok zrób krąg wokół budynku, a ja wchodzę do środka.
- Co tak bez broni!? Oszalał!- krzyczał szeptem.
- Już nie z takich opresji wychodziłam, poza tym po coś kazałam ci zrobić ten krąg, połowa z nich jeszcze nie wróciła z polowań a dzięki wodzie święconej nie wejdą ani nie wyjdą i będzie prościej.- tłumaczyłam mówiąc tak szybko jak tylko się dało, bo teraz liczyła się każda sekunda.- Jakbym nie wychodziła przez 10 min interweniuj.
- Ok.- przytaknął.
Okej misja odbić głąba z rąk wampirów rozpoczęta. Weszłam do dużego mrocznego holu.
- Liam!- wrzasnęłam na całe gardło stając dokładnie na środku wielkiej mozaiki.- Payne, wiem że tu jesteś, złaź natychmiast!- usłyszałam szmer i ruch powietrza za plecami.
- Tak skarbie?- zapytał uwodzicielskim tonem, muskając moją szyję swoją chłodną dłonią.
- Gdzie on jest!?- zapytałam przez zęby, odsuwając się od niego i odwracając przodem.
- Ale o kogo ci chodzi?- zapytał niewinnie, znów zmniejszając dystans między nami, nawijając sobie na palec kosmyk moich włosów.
- Już ty dobrze wiesz, o kogo mi chodzi- straciłam jego dłoń.- Jeśli on zaraz nie znajdzie się tu cały i zdrowy, to puszczę tę twoją budę z dymem a wraz z nią wszystkich tu obecnych. Mój przyjaciel już zadbał o to by żadnemu wampirowi nie udało się go opuścić.
- No, to mamy mały problem- wskazał na coś za moimi plecami.
Odwróciłam się błyskawicznie, stało tam dwóch gości trzymających pod ręce trzeciego, ledwie żywego w podartych spodniach i poplamionej krwią podartej koszulce.
- No wiesz, przyszedł tu strasznie zdołowany, błagał żebyśmy go zmienili, nawet nam za to zapłacił. Więc czemu mieliśmy się nie zgodzić, stado ostatnio nieco się uszczupliło, głównie z twojej winy.
- Bo obowiązuje was pakt.
- Ale tylko z Nocnymi Łowcami.
- A tak się składa że ten tu- wskazałam Harrego- jest ich wychowankiem. Co znaczy że właśnie złamaliście pakt, a wiesz co to znaczy.- Liam był teraz śmiertelnie przerażony, nawet wydawał się bladszy niż normalnie.- Ale jeśli pozwolisz mi go stąd zabrać, to nikt o niczym się nie dowie.- Liam skinął głową na tych tępych osiłków.
- Wyprowadźcie go na zewnątrz, czeka tam mój przyjaciel.- osiłki zrobiły tak jak chciałam.
- Co z nim?- zapytał Niall gdy wampiry wywlekły Harrego na zewnątrz.
- Za późno- odpowiedziałam, przejmując bezwładne ciało Harrego wraz z Niallem.
- Hej a co z tą linią!?- krzyknął za nami Liam. Spojrzałam na Nialla, skinął głową i przejął na siebie cały ciężar chłopaka.
- Powinnam was tu wszystkich spalić, ale znaj moje dobre serce- roztarłam butem linię wody święconej.
- I co z nim teraz zrobimy?- zapytał Niall.
- Jak to co, zamówimy taksówkę zawieziemy na cmentarz, zakopiemy i poczekamy aż się przemieni, bo na ratunek jest już za późno.
- A co potem? Przecież jak Nocni Łowcy dowiedzą się że wampiry go przemieniły, wybuchnie wojna.
- Dlatego ty załatwisz to aby nikt się nie dowiedział, a ja wywiozę go do tej dziury o której wspominał Zayn.
- To chyba najlepsze wyjście.- przyznał.
- I jedyne w tej sytuacji.
Parę tygodni później:
- A jeszcze nie dawno, mówiłaś że nigdy w życiu nie zakochasz się w człowieku.- powiedział Zayn siadając obok mnie, na ogromnym powalonym pniu i też przyglądając się walce którą toczyli Harry i Henry.
- No i nie zakochałam on jest wampirem, a wampiry to nie ludzie.
- Teraz, ale jeszcze parę tygodni temu był człowiekiem i już wtedy ci na nim zależało, skoro wciąż żyje.
- Teraz jest wampirem.
- Ale wtedy nie był.- Zayn dalej się ze mną droczył.
Już miałam mu znowu odpyskować, gdy nagle pociągnął mnie w dół, a kilka sekund później usłyszeliśmy okropny trzask łamanego drzewa. Już z góry założyłam że to znowu Harry. Jak to dobrze że teraz jest wampirem, znacznie łatwiej go poskładać, i jest też znacznie odporniejszy na urazy. Tym razem gdy spojrzałam na złamane drzewo dostrzegłam tam zbierającego się do kupy Henrego. Harry zaś, albo wytrząsał mrówki z gaci, albo tańczył jakiś dziwny taniec szczęścia.
- Widziałaś to skarbie! Wreszcie mi się udało, łłłłuuuuhhhhhu! Aha, aha, jestem mistrzem, jestem mistrzem- podśpiewywał, dalej wykonując te dzikie pląsy. I ja mam spędzić z tym wariatem resztę wieczności. No cóż bywało gorzej, a z nim jest dość zabawnie, poza tym kocham go. Uśmiechnęłam się do niego i pogratulowałam mu tego zwycięstwa.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz