
Siedziałam sama przy barze. W całym pomieszczeniu unosił się zapach alkoholu i nieprzyjemna woń dymu papierosowego. Takie miejsce jak to obrzydzało, budziło we mnie wstręt. Podobno był to jeden z lepszych klubów w Londynie, a mimo to nie zachęcał do wejścia.
Lokal pękał w szwach. Co chwila do moich uszu docierały głośne okrzyki pijanych nastolatków. Niektórzy z nich byli naprawdę nieźle wstawieni. Ledwo trzymali się na nogach...
No cóż, czego nie robi się dla najlepszego przyjaciela?! Horan zadzwonił do mnie z propozycją wyjścia na imprezę, a ja po prostu zgodziłam się. Szczerze mówiąc, wyobrażałam sobie inaczej ten wieczór...
Wraz z Niallerem znaliśmy się już parę lat. Właściwie przez pewien czas chodziliśmy nawet do tej samej klasy. Niestety po paru miesiącach chłopak przeniósł się do innej szkoły. Mimo przeciwności jakie nas spotkały nasza przyjaźń przetrwała. Niall był mi naprawdę bliski. Darzyłam go wielkim uczuciem, może nawet kochałam tego uroczego blondynka. Nie mogłam mu jednak o tym powiedzieć. Bałam się zaryzykować. Brakowało mi pewności siebie. A na dodatek nie wiedziałam jak zareaguje na tę rewelację sam Horan. Nie. Nie powinnam zdradzać, co do niego czułam, bynajmniej nie teraz. Nie chciałam stracić w nim oparcia. Był moim przyjacielem i wolałam by tak zostało.
Jednak momentami miałam wrażenie, że chłopak coś do mnie czuje. Czasami Niall obejmował mnie w pasie i składał na moich ustach delikatny pocałunek. Mimo to nigdy nie wyszliśmy poza wyznaczone granice. Czułam się jakbyśmy zatrzymaliśmy się i wciąż stali w jednym miejscu. Nadal byliśmy tylko przyjaciółmi i nie zapowiadało się, żeby coś się zmieniło. Natomiast ja pragnęłam czegoś więcej. Chciałam, żeby nasza relacja przerodziła się w coś poważniejszego...
T.I. Daj sobie spokój- powiedziałam, potrząsając głową, tak by moje myśli skierowały się na inny tor. Upiłam łyk napoju, który stał przede mną. Następnie, zamrugałam kilka razy, by na powrót wrócić do ,,świata żywych” i poprosiłam barmana o jednego, mocnego drinka. Mężczyzna podał mi kieliszek alkoholu. Przechyliłam go i opróżniłam zawartość. Chciałam wypić jeszcze jedną kolejkę, ale facet obsługiwał teraz kogoś innego. Nie przejmował się moimi prośbami, tylko żwawo gawędził z niezbyt trzeźwą blondyną w obcisłej, skąpej spódniczce, która ledwo zasłaniała jej pośladki. Żenada!
Westchnęłam z rezygnacją. Odwróciłam się w stronę parkietu, w poszukiwaniu mego przyjaciela. Mój wzrok szybko natrafił na jego blond-włosom czuprynę. Nialler bawił się w najlepsze. Szalał u boku atrakcyjnej szatynki w obcisłej, czerwonej sukience. Zrobiło mi się smutno. Chłopak imprezował na całego, a ja siedziałam tutaj sama, jak kołek.
W końcu miałam tego dosyć. Wstałam z miejsca i udałam się w kierunku wyjścia. Musiałam zaczerpnąć świeżego powietrza.
Miałam nie lada kłopot, by przedostać się na zewnątrz. Droga do celu nie była usłana różami. Musiałam mieć oczy dookoła głowy. Wszędzie panował niesamowity tłok. Impreza podzielona była na dwie grupy. Pierwsza z nich okupowała wszelkie stoliki, natomiast druga szalała na parkiecie. Chcąc przedostać się do wyjścia, niestety musiałam przedrzeć się przez tą drugą. Co chwilę padały pod moim adresem irytujące formułki: „ Co się tak pchasz?” albo „Nie widzisz, że tańczymy?”. W pewnym momencie wpadłam na kogoś. Podniosłam głowę i ujrzałam Liama.
-Hej [T.I]. Gdzie idziesz?- zapytał, uśmiechając się jednocześnie.
-Idę się przewietrzyć- rzuciłam i odeszłam.
-Szkoda, że już wychodzisz. Impreza dopiero się rozkręca- usłyszałam za sobą.
W końcu dotarłam. Otworzyłam masywne drzwi i wyszłam na zewnątrz. Na dworze panował piękny, bezchmurny wieczór. Popatrzyłam na niebo, które usłane było milionami, jasno świecących gwiazd.
Zaczęłam iść w stronę domu, gdy w pewnym momencie poczułam na moim ramieniu czyjś dotyk. Szybko odwróciłam się i spostrzegłam Nialla.
-Co Ty tu robisz?-spytałam zdziwiona.
-Liam powiedział, że wyszłaś, a ja nie mogłem się bawić bez Ciebie- oznajmił, uśmiechając się w moim kierunku- chodź, przejdziemy się- zaproponował i zaczął iść do przodu. W mgnieniu oka znalazłam się tuż koło niego. Szliśmy ramię w ramię, w kompletnej ciszy, która aż dźwięczała w moich uszach.
- Dokąd właściwie idziemy?- zapytałam zaciekawiona.
- Nie wiem- rzucił i przystanął na chwilę- [T.I] nie jest Ci zimno?
- Nie. A czemu pytasz?
- Bo cała się trzęsiesz. No chyba, że ja tak na Ciebie działam- zaśmiał się, zdejmując jednocześnie swoją zieloną bluzę.
- Dzięki- odparłam, zaciągając się wspaniałą wonią jego perfum.
Weszliśmy w niewielką, ale za to uroczą alejkę. Wyłożona została drobną, granitową kostką, a po bokach rozpościerały się połacie trawy. Z każdej strony otoczona była ogromnymi, liściastymi drzewami. Natomiast pomiędzy nimi świeciły pojedyncze latarnie, które rozświetlały panujący wszędzie mrok. Niebo nad nami, nie było już tak przejrzyste jak wcześniej. Przybierało barwę ciemnego atramentu. A na jego tle malowały się dużo jaśniejsze, puszyste chmury. Niall zatrzymał się i złapał mnie za dłonie.
-Wiem, że może nie jest to odpowiedni moment. Oboje jesteśmy trochę pijani, ale muszę Ci to wreszcie powiedzieć. Czekałem z tym cały wieczór i dłużej już tak nie potrafię. [T.I] kocham Cię.- powiedział, a mi z wrażenia zaczęło kręcić się w głowie.
Powoli pochylił się w moją stronę. Wiedziałam już, co chciał zrobić. Nie sprzeciwiałam się temu, wręcz przeciwnie liczyłam na ten moment od dawien dawna. Poczułam jak krew w moich żyłach pulsuje, a serce przyspiesza do granic możliwości. Byłam bliska omdlenia. Zalewała mnie fala gorąca, która rozchodziła się po moim drżącym z wrażenia ciele. Pragnęłam zasmakować tych jego idealnych warg. Chciałam poczuć jak to jest i pokazać mu ile dla mnie znaczy.
Tyle razy znajdowaliśmy się w podobnej sytuacji. Tyle razy mówiłam nie, a potem żałowałam. Ilekroć odrzucałam jego pieszczotę, tym bardziej byłam na siebie zła. Ale teraz miało być zupełnie inaczej.
Nasze twarze w mozolnym tempie zbliżały się do siebie. Przymknęłam powieki, a wargi mimowolnie same rozwarły się, w wyczekiwaniu, na to co miało zdarzyć się za kilka sekund.
Czułam na swojej skórze jego ciepły oddech, który powodował że moja ekscytacja nie znała teraz granic, a podniecenie wzrastało niemiłosiernie.
Na jego perfekcyjnej twarzy pojawił się krótki, ale za to szczery uśmiech. Niall zamknął swoje przepiękne oczy, zmniejszając dzielącą nas odległość. W końcu poczułam smak jego ciepłych, miękkich warg, które zagłębiły się w moich własnych. Chłopak najpierw delikatnie musnął moje usta, aby już po chwili pogłębić pocałunek, przyprawiając mnie o stan bliski uniesieniu.
Z każdym, choćby najmniejszym jego czułym gestem, zakochiwałam się w nim coraz bardziej. Czułam jego nierówny oddech, dłoń która delikatnie pieściła mój policzek.
W pewnym momencie poczułam pojedynczą, zimną kroplę miejskiego deszczu, która delikatnie musnęła moje czoło. Zdziwiona otworzyłam oczy. Zobaczyłam, iż Niall przypatruje mi się z zaciekawieniem. Jego niebieskie tęczówki poczęły wiercić mi dziurę w brzuchu. Kilka sekund później deszcz dał o sobie znać, przerodził się w ulewę. Mimo to, ciągle trwaliśmy przy sobie, objęci i uśmiechnięci od ucha do ucha. Nie potrzebowaliśmy niczego więcej do szczęścia. Liczyliśmy się tylko my i nic nie mogło nam przeszkodzić, nawet pogoda, która czasami bywała kapryśna.
-Chodźmy już do domu- oświadczył wesoło blondyn, splatając jednocześnie nasze dłonie.
-Muszę Ci coś powiedzieć...- zaczęłam. Chłopak zatrzymał się. I niepewnie spojrzał w moim kierunku.
-Tak?
-Kocham Cię. Zakochałam się w Tobie już dawno, ale dopiero teraz uświadomiłam to sobie- powiedziałam, lekko się rumieniąc. Horan spojrzał na mnie z nieukrywaną radością i ponownie musnął moje usta.
Byłam z siebie dumna. Powiedziałam mu to po raz pierwszy. Nareszcie nie stchórzyłam i poczułam, że wreszcie wszystko ma swój sens. A słowa, które opuściły moje usta, idealnie odzwierciedlały moje uczucia do niego.
Odetchnęłam pełną piersią. Miłość to jednak nieziemskie uczucie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz